POŻEGNANIE ROKU 2011
W sobotę 31 grudnia w Serocku odbyły się Regaty Sylwestrowe. Grupa zapaleńców postanowiła wykorzystać fakt, że Zalew jest wolny od lodu. Wojtek Chodkowski z Misją gotów był do zwodowania w każdej chwili. Gorzej było ze znalezieniem drugiego Tanga. Większość jachtów była przystawiona innym sprzętem, częściowo rozbrojona na zimę lub wręcz zdekompletowana. W końcu dzięki Jarkowi Wąsowskiemu, który sam nie mógł uczestniczyć ale zgodził się użyczyć jachtu, impreza mogła się odbyć.
Na starcie stanęły więc 2 Tanga: Misja oraz Ognisty Podmuch z ekipą Piotra Groszyka. Na molo plaży miejskiej w Serocku znalazła się spora grupa entuzjastów, którzy przyjechali aby przyglądać się jak wariaci będą ścigać się ostatniego grudnia. Atmosfera była świąteczno-noworoczna. Znakami startu-mety i trasy były choinki na zakotwiczonych podestach. Na bojce startowej przy choince miał być jeszcze Święty Mikołaj (ponad metrowa lalka) ale po przypadkowej kąpieli tak namókł, że przebalastowywał i przewracał choinkę, więc za karę wrócił na brzeg.
Pojedynek miał odbyć się do trzech zwycięstw. 2 pierwsze wyścigi wygrała Misja ale Ognisty Podmuch wygrał następne dwa.
Na jachtach zmieniali się sternicy, po każdym wyścigu jachty dobijały do pomostu, część załogi schodziła na ląd a załogę uzupełniali chętni z pomostu (aż do wyczerpania zapasów). Każdy kto chciał mógł przepłynąć się chociaż w jednym wyścigu.
Pod koniec imprezy do wspólnej zabawy włączyły się 2 jachty, które zaciekawione tym, że coś się dzieje podpłynęły i spontanicznie wystartowały w ostatnich wyścigach.
Wyścig V decydujący miał swoją dramaturgię. Załogi Misji i Ognistego Podmuchu wróciły do swoich podstawowych składów. Po zaciekłej walce, gdzie były ostrzenia, wywożenia, karne obroty i jachty zmieniające się na prowadzeniu w końcowej fazie wyścigu Ognisty Podmuch wykorzystał korzystny . podmuch wiatru (w końcu podmuch z podmuchem może się dogadać !) i ostatecznie jako pierwszy osiągnął metę.
Były puchary i medale dla obu zwycięskich załóg. Był również szampan dla każdej załogi, również dla obu przypadkowych jachtów, które znienacka włączyły się do rywalizacji jako druga grupa. W tym wypadku wynik sportowy nie był najważniejszy. Entuzjazm uczestników i kibiców, świetna atmosfera na wodzie i na pomoście (mimo chłodu i czasem padającego deszczu ) pokazały, że nie brakuje wśród nas prawdziwych pasjonatów. Była fajna zabawa i będą wspomnienia, że można i tak pożeglować.
Poza tym była to swoista promocja żeglarstwa. Fragmenty wypowiedzi uczestników na tle żeglujących w nietypowej scenerii jachtów można było już wieczorem zobaczyć w Telewizyjnym Kurierze Mazowieckim.
X PUCHAR SZEFA SZTABU GENERALNEGO
Regaty WAT-u zgromadziły 37 jachtów - najwięcej w klasie Skipi - 11, naszych Tang było 8. Regaty odbyły się praktycznie w sobotę - 3 wyścigi, bo planowane na niedzielę 2 kolejne po odroczeniu i czekaniu na wiatr nie miały szans się odbyć. Sobotnie wyścigi przy wietrze 3°B odbyły się bardzo sprawnie (choć między wyścigami trzeba było dość długo czekać aż skończą Skippi ). Tanga miały trasę trójkąt- śledź, a Skippi 3 śledzie na długiej trasie, tak, że czas oczekiwania był dość dotkliwy. W I wyścigu tym razem stawianie spinakera na Follow Me nie szło tak gładko jak zwykle. Na jednym boku trasy trałował spinakerem prawie pół boku" łowiąc kryla", aż w końcu wyciągnął mokrą "sieć" przy rufie. Rozwiany Dym już chciał go ostrzyć jako nawietrznego, ale widząc jak bardzo załoga Follow Me jest zajęta "odławianiem" dał im spokój. Szymon szybko się pozbierał, odrobił straty i na metę przyszedł jako pierwszy o długość jachtu przed Dymem. Trzeci metę osiągnął Jarek na Ognistym Podmuchu przed Rafałem na Fate. W wyścigu tym Strażak na Uśpionym Gromie i Michał na Błękitnym Wietrze walczyli tak zawzięcie, że w ferworze walki na okrążeniu przeszli przez metę mimo, że na trasie była to strefa zakazana. W efekcie oba jachty dostały DSQ. W II wyścigu Follow Me przedobrzył w drugą stronę i spinakera postawił wybierając fał tak mocno, że na boku półwiatrowym nie mógł go zdjąć. Przez większą część boku załoga walczyła ze spinakerem, Rozwiany Dym uzyskiwał coraz większą przewagę a Czarne Tango czuło już na plecach Ognisty Podmuch Jarka. W końcu spinaker dał się opanować i zdjąć a Szymon utrzymał drugą pozycję. Dym przyszedł na 1 miejscu, Podmuch na 3, tym razem przed Andrzejem na Nieuchwytnym Celu.
Szymon zmienił foka na większego i w III wyścigu nie było już nikogo, kto mógłby nawiązać z nim walkę. Wygrał zdecydowanie. Jako drugi metę osiągnął Dym, Podmuch był znowu trzeci i znowu przed Celem.
Regaty wygrał Follow Me (1, 2, 1- 4 pkt.) przed Rozwianym Dymem (2, 1, 2 - 5pkt.) i Ognistym Podmuchem (3, 3, 3, -9 pkt.). Wysokie IV miejsce zajął Andrzej Nassalski na Nieuchwytnym Celu (5, 4, 4 - 13 pkt.) na pożegnanie z klasą Tango. Rafał na Fate tym razem V (4, 5, 6 - 15pkt.) przed Wojtkiem na Szalonym Cieniu (6, 7, 5 - 18 pkt.). Kolejne miejsca zajęli, toczący zaciekłe boje Strażak na Uśpionym Gromie (DSQ, 6,7 - 22 pkt.) - VII miejsce i Michał na Błękitnym Wietrze (DSQ, 8, 8 - 25 pkt.) - VIII miejsce.
Wszystkie sobotnie wyścigi Grom płynął stawiając spinakera bez spinakerbomu, który w tajemniczych okolicznościach rozstał się ze swoją macierzystą jednostką na poprzednich regatach. Jak się potem okazało Szalony Cień w czasie wyścigu płynąc na trasie nieopodal portu YKP mijał się z jakimś spinakerbomem, z tym, że ten ostatni płynął akurat w przeciwnym kierunku. Załoga Cienia nawet trochę się dziwiła. Tym razem w roli spinakerbomu wystąpiła gościnnie Ania Bartołd i wywiązywała się z tej roli znakomicie. Sternik twierdził po wyścigach, że nie było żadnych problemów z wypinaniem a przecież na wielu jachtach często bywa z tym kłopot.
BŁĘKITNA WSTĘGA YKP
Regaty zgromadziły 25 jachtów: w klasie T - 3 jednostki, ? i Sympathy po 4, T2 i Tango po 7. Odbyło się 5 wyścigów na trasie góra-dół. W sobotę wiało słabo, 1-2?B. W niedzielę ~3?B w porywach do mocnej "czwórki".
I wyścig był bardzo długi. Tym razem szczęście miał Rozwiany Dym, który przyszedł jako pierwszy na metę ze sporą przewagą nad Szymonem na Follow Me i Radkiem na Uśpionym Gromie. W II wyścigu trasa została mocno skrócona. Follow Me wygrał przed Dymem i Gromem.
W III wyścigu Uśpiony Grom się przebudził. Lekki kontakt prowadzącej dwójki - Gromu i Dymu - przy okrążaniu górnego znaku spowodował, że Dym przyjmując karę 2 obrotów stracił 5 pozycji, a próbując odzyskać dobre miejsce. przesunął się na ostatnie miejsce w tym wyścigu. Na końcowej halsówce po spotkaniu się Follow Me i Gromu (do zetknięcia jednak nie doszło) również Szymon kręcił 2 obroty i w efekcie Radek wygrał. Follow Me był drugi, a na trzeciej pozycji ukończył Kuba na Ognistym Podmuchu.
W niedzielę wiało mocniej. IV wyścig wygrał Follow Me przed Dymem i Gromem. V wyścig odbył się ze wspólnego startu wszystkich 25 jachtów o Błękitną Wstęgę. W wyścigu tym groźne były Sympatie i ? mogące żeglować w ślizgu na swoich genakerach i spinakerach. Przy jednym z mocniejszych podmuchow przykrość spotkała Sympathy Piotra Groszyka - wiatr uderzył dwa razy tak silnie, że najpierw łódka weszła w ślizg, a jak wyhamowała, drugi podmuch złamał maszt nad salingami.
Górny znak prawie bez halsowania jako pierwsze osiągnęły Tanga Follow Me i Rozwiany Dym. Ale na kursie wolnym, przy kręcącym od baksztagu do bajdewindu wietrze, do głosu doszły żeglujące w częstych ślizgach Sympatie i Omegi. Na dolnym znaku Szymon stracił prowadzenie na rzecz Sympathy, Dym spadł na dalszą pozycję, za dwiema Omegami i kolejną Sympatią.
Jednak na kursie ostrym - prawie jeden hals - Follow Me odrobił stratę do prowadzącego i metę osiągnął jako pierwszy jacht, tym samym wygrywając Błękitną Wstęgę YKP. Potem kolejno przychodziły: Sympatia, Omega, Sympatia, a następnie Tango - Rozwiany Dym. Jako trzecie Tango na metę przypłynął Uśpiony Grom.
Regaty wygrał Szymon na Follow Me (2, 1, 2, 1, 1) umacniając się tym samym na pozycji lidera w Grand Prix. II miejsce zajął Rozwiany Dym (1, 2, 7, 2, 2), a III Radek na Uśpionym Gromie (3, 3, 1, 3, 3). IV miejsce pewnie utrzymywał Kuba Wieczyński na Ognistym Podmuchu (4, 4, 3, 5, DNC), który nawet nie startował w ostatnim wyścigu. Misja zajęła miejsce V (3, 5, 4, 7, 6), ale było ich tylko dwoje - Wojtek z żoną, i nawet stawiali spinakera, ale przy silniejszym wietrze w niedzielę niewiele mogli zdziałać.
VI był Rafał na Fate (7, 7, 5, 4, 5), a Wojtek na Szalonym Cieniu ukończył regaty na ostatnim miejscu (6, 5, 6, 6, 4), z którym nie wdział się od zeszłego sezonu.
PUCHAR KLASY TANGO
Regaty zgromadziły 25 jachtów w 5 klasach: 5 w klasie T, po 3 jachty w T1, T2, i Sympathy oraz 10 w klasie TANGO. Rano cały Zalew opanowała gęsta mgła i było kilka telefonów od zawodników, żeby opóźnić termin zgłoszeń i startu do I wyścigu. Wszystko przesunięto o pół godziny i jak się okazało, później tego czasu trochę zabrakło.
W sobotę przy bardzo słabym, kręcącym wietrze udało się przeprowadzić 2 wyścigi, w tym jeden skrócony na trasie góra dół. Dwa wyścigi wygrał Konrad na Rozwianym Dymie, oba przed Jarkiem na Ognistym Podmuchu. Radek na Follow Me zajął miejsca 3 i 4.
Prawie udałoby się rozegrać 3 wyścig, ale wiatr ustał zupełnie. Część jachtów jeszcze jakąś siłą woli się poruszała, ale większość stała, przesuwając się lekko z prądem. Wyścig został przerwany po pokonaniu przez jachty ponad połowy trasy. Najbardziej rozgoryczony był Andrzej na Nieuchwytnym Celu, który po 6 miejscu w I wyścigu i 3 pozycji w II, tym razem zdecydowanie prowadził. Wojtek na Misji też nie był szczęśliwy - w momencie przerwania zajmował 2 pozycję, a następne jachty były kilkaset metrów za prowadzącą dwójką. Ale cóż, bez wiatru i tak trudno byłoby dokończyć ten wyścig. Tak więc jedni zniechęceni, inni zadowoleni spłynęli do portu.
W sobotę wieczorem odbyło się wspólne ognisko Lagunowo-Tangowe. Wieczór był bardzo udany - nie mogło być inaczej; Michał z Karolem (Błękitny Wiatr) prezentowali swój szantowy repertuar z akompaniamentem dwóch gitar. Czasem trafiała się najbardziej znana nie tylko wśród żeglarzy "szanta - Sto lat", jako że w gronie biesiadujących był solenizant Jacek Kotkiewicz i kilku innych Jacków oraz jubilat Włodek Bartołd.
Drugiego dnia regat udało się rozegrać 3 wyścigi. Tym razem Radek na Follow Me przypomniał sobie, jak nazywa się jacht, którym pływał w tych regatach i bez problemu wygrał dwa wyścigi oraz prowadził przez dłuższy czas w trzecim, dopóki nie stanął na jakiejś dziurze bez wiatru. Szansę tę wykorzystał Konrad na Rozwianym Dymie, który jadąc cały czas za Radkiem i nie mogąc go wyprzedzić powoli już tracił nadzieję - w tym momencie ominął Radka dużym łukiem i wysunął się na prowadzenie, które utrzymał aż do mety. Konrad w poprzednich, niedzielnych wyścigach zajął III i IV miejsce.
Za plecami tych dwóch jachtów rozgrywających między sobą o zwycięstwo w regatach, toczyły się zacięte boje o III miejsce, na które miały szanse Ognisty Podmuch, Nieuchwytny Cel, Misja i Szalony Cień. Błękitny Wiatr i Fate były tuż za nimi. Z brzegu wyglądało to szczególnie widowiskowo. Były momenty, że po przepłynięciu ponad połowy trasy 4-5 jachtów szło równolegle na spinakerach tuż obok siebie i trudno było przewidzieć, kto z tej stawki wysunie się do przodu.
Ostatecznie III miejsce w regatach zajął Wojtek na Szalonym Cieniu (zajmując w niedzielę miejsca 3, 5 i 4). Trzeba podkreślić ten sukces, zwłaszcza, że Cień ma już 22 lata i jest najstarszy wśród jachtów w klasie. Jarek na Ognistym Podmuchu zajmujący II miejsce po sobotnich wyścigach i mając - wydawałoby się - dużą przewagę nad przeciwnikami (2 drugie miejsca) przegrał podium o 1 punkt. Andrzej na Nieuchwytnym Celu zajął ostatecznie V miejsce, choć gdyby nie fatalny V wyścig, to miałby szansę na podium.
Wojtek na Misji zajął miejsce VI i podobnie jak Andrzej nie mógł odżałować przerwanego sobotniego wyścigu. Rafał na Fate dzięki wysokim miejscom (4 i 3) w ostatnich wyścigach, wysunął się na VII miejsce, a Wiatr spadł na VIII. Michał Wójcik na Uśpionym Gromie niepotrzebnie eksperymentował ze zmianą żagli: zmienił grota i źle na tym wyszedł, choć nadrabiał na kursach spinakerowych - w efekcie IX miejsce. Przemek na Proskippers (Tango szkoleniowe wyraźnie odstające od naszych regatowych) podjął jedynie słuszną decyzję i wycofał się już w II sobotnim wyścigu, a w niedzielę nie pojawił się na starcie regat. Różnica w tym przypadku była zbyt wysoka, choć przy silnym wietrze pewnie byłoby inaczej.
Podczas uroczystego Zakończenia regat na podium stanęli:
I miejsce - Konrad na Rozwianym Dymie
II miejsce - Radek na Follow Me
III miejsce - Wojtek na Szalonym Cieniu
Wręczono także dodatkowe puchary.
Puchar za V miejsce (ponieważ Puchar Klasy Tango był rozgrywany po raz piąty) otrzymała załoga Andrzeja z Nieuchwytnego Celu.
Puchar za VIII miejsce (ponieważ klasa Tango jest już 8 raz w Grand Prix Warszawy) trafił do załogi Michała Nischka z Błękitnego Wiatru.
Puchar dla załogi, która przyjechała na te regaty z najodleglejszego miejsca (Bytom i Żywiec) dostał się w ręce załogi Uśpionego Groma.
MISTRZOSTWA WARSZAWY JACHTÓW KABINOWYCH
Prawie powtórzyła się historia z Mistrzostw Polski. Pierwszy dzień - zero wiatru! Ale przynajmniej drugiego dnia powiało 2-3?B, nawet jakaś Omega leżała. Tanga były o dziwo najliczniejszą klasą - 9 jachtów, licznie stawiła się Delphia 24 - 8 jachtów, brakowało Sympathy, a w klasach 500 i ? startowały tylko po 3 jachty (bez przyznania tytułu Mistrza Warszawy, bo wymagany jest limit dla klasy: 4 jachty). W sumie 43 jednostki.
Sobota upłynęła w oczekiwaniu na wiatr, którego nie było i w dodatku kręcił. Niektórzy nawet nie wytrzymywali napięcia nerwowego i wypływali "potrenować", albo przynajmniej postawić parę razy spinakera. Zresztą gdy nic nie wieje, stawianie go idzie nadzwyczaj sprawnie, zwroty przez rufę wychodzą za każdym razem i przy zrzucaniu nawet się nie plącze.
Wieczorem, dzięki gitarzystom z Błękitnego Wiatru (Michał i Karol), którzy mają świetny repertuar szantowy i są naprawdę dobrze zgrani, przy wieczornym ognisku czuliśmy się prawie jak na Mazurach.
W niedzielę odbyły się 3 wyścigi, a więc trzeba było pojechać dobrze w każdym wyścigu, bo nie było odrzutek.
Klasa Tango startowała bardzo komfortowo - żadnych innych jachtów w naszej grupie startowej nie było i puszczono nas jako trzecich w kolejności, można więc było wyciągnąć wnioski obserwując najlepszych zawodników Delphi 24 lub Skippi, które startowały przed nami.
W I wyścigu rewelacyjnie wystartował Jarek na Ognistym Podmuchu (z lewej strony tuż przy znaku startu) i prowadził prawie do końca halsówki. Bardzo dobrze pożeglował Rozwiany Dym, który pierwszy osiągnął górny znak i potem dobrze pilnował swojej przewagi w efekcie kończąc wyścig na I miejscu. Drugi do mety dojechał Szymon na Follow Me, a Jarka (IV miejsce) wyprzedził jeszcze Wojtek na Misji, zajmując III miesjce.
Trójkątna trasa nie dawała pełnych możliwości stosowania spinakera. Na bokach półwiatrowych wiatr kręcił i było od bajdewindu po fordewind, poza tym wiatr z wyścigu na wyścig trochę przybierał na sile i momentami dochodził do granicy 4?B.
II wyścig po dobrym starcie wygrał zdecydowanie Follow Me. Bardzo dobrze wystartował Ognisty Podmuch, który zajął III miejsce. Po spóźnionym starcie (akurat trochę przydechło) Rozwiany Dym ledwo wyskrobał się na II miejsce, przez pierwsze okrążenie żeglując na V pozycji. Dobre miejsce IV w tym wyścigu zajął Konrad na Uśpionym Gromie.
Najwięcej działo się w III wyścigu. Najpierw prowadzenie objął Rozwiany Dym. Pod koniec drugiego boku z wiatrem, Follow Me na spinakerze wyszedł na prowadzenie i pilnował Dymu przez całą halsówkę. W górnej części halsówki dodatkową zmienną wprowadziły Delphie 24, które z dużą prędkością zjeżdżały na genakerach od górnego znaku. W pewnym momencie Szymon zrobił trochę zbyt blisko zwrot z prawego na lewy, chcąc złapać Rozwianego w stożek, ale odległość była za mała i dał się złapać na karę 2 obrotów. Po wykonaniu kary próbował jeszcze gonić, ale przy tej sile wiatru i niezbyt długiej trasie Rozwiany Dym utrzmał prowadzenie.
Jako III w ostatnim wyścigu linie mety osiągnął Andrzej na Nieuchwytnym Celu przed Wojtkiem na Szalonym Cieniu.
Ostatecznie Mistrzostwo Warszawy wywalczyła załoga Rozwianego Dymu przed Follow Me i Ognistym Podmuchem.
Z wyścigu na wyścig coraz lepiej płynął Szalony Cień, który ostatecznie zajął IV miejsce. Na V zakończył Mistrzostwa znany niszczyciel foków, Rafał na Fate. Wojtek na Misji chyba liczył na słaby wiatr, bo jak się okazało, 3 osoby załogi to było jednak za mało w tych warunkach - w efekcie VI miejsce.
VII miejsce - Andrzej na Nieuchwytnym Celu, mógł być sporo wyżej, gdyby nie wpadka w II wyścigu, w tym przypadku III miejsce w ostatnim wyścigu niewiele pomogło.
O dużym pechu w ostatnim wyścigu może mówić Konrad, pływający na Uśpionym Gromie. Był już niedaleko mety płynąc na III pozycji, gdy pękł mu pas balastowy i załoga poszła się kąpać. Chwilę trwało, zanim ich skompletował, ale w międzyczasie stracił 5 pozycji i w efekcie przyjechał dopiero na VIII miejscu (tracąc równocześnie 4 miejsca w całych regatach).
Na IX miejscu Michał na Błekitnym Wietrze. Tym razem miał nawet największego spinakera, ale przy trójkątnej trasie nie mógł go dobrze wykorzystać, choć doważnie próbował i w którymś wyścigu nieźle go przeturlało.
Na zakończenie wręczone zotały puchary, medale i dyplomy - tym razem starczyło dla kazdego członka załogi. Ale niestety, dyplomy były tylko do III miejsca.
MISTRZOSTWA POLSKI
Na starcie stanęło 66 załóg w 8 klasach. Najliczniej zjawiły się: T2 - 11 załóg, TANGO - 9 załóg i Skipi - 8 załóg. Wysokie wpisowe 100zł/jacht + 25 od osoby od razu targnęło trochę po kieszeni. Zapisać można się było w piątek 12-tego. W sobotę po uroczystym rozpoczęciu wyszliśmy na trasę regat. Przy słabym wietrze udało się rozegrać tylko 1 wyścig, który w klasie TANGO zdecydowanie wygrał Szymon. W połowie następnego wyścigu wiatr zdechł zupełnie i Komisja słusznie zdecydowała się na przerwanie. Trochę jeszcze czekaliśmy, aż w końcu sygnał AP nad A pozwolił nam schronić się w porcie przed nadchodzącym deszczem. W niedzielę jachty nie wychodziły z portu, wiatr nie wiał, a Komisja co godzinę wieszała komunikat o odroczeniu startu - w sumie po siedmiu takich komunikatach, o 16.00 okazało się, że w tym dniu żadnych wyścigów nie będzie.
W niedzielę trochę powiało - całe 2°B i udało się przeprowadzić 3 wyścigi. Najbardziej stabilną formę w całych Mistrzostwach prezentowały 3 jachty: Follow Me (1, 1, 1, 1), Rozwiany Dym (2, 2, 2, 2) oraz Pielgrzym Jacka Krasnodębskiego, który z dalszej perspektywy mógł obserwować swoich konkurentów na strasie, walcząc o to, aby zmieścić się w limicie czasu; nawet raz mu się to udało, a więc mógł być sklasyfikowany w regatach. Zresztą jest to jedyny jacht z obrotowym mieczem (który czasem nie chce opaść) i bez spinakera.
Po trzech wyścigach walka o 3 miejsce na podium była jeszcze nierozstrzygnięta. 3 jachty miały jeszcze szanse: Szalony Cień, Misja i Błękitny Wiatr. O podziale miejsc zdecydować musiał ostatni wyścig. Przy nieco słabnącym wietrze najskuteczniej popłynął Wojtek Chodkowski na Misji uzyskując III miejsce w wyścigu i tym samym w całych regatach (3, 5, 4, 3). Na IV miejscu wyścig ten ukończył Szalony Cień Wojtka Koblaka i tak jemu przypadło to najbardziej nielubiane przez zawodników miejsce IV, tuż za podium (4, 3, 6, 4). Michał Nischk na Błękitnym Wietrze skończył ten wyścig daleko - na VII miejscu i w efekcie w całej imprezie zajął miejsce V (5, 4, 3, 7). Debiutujący w Mistrzostwach Polski nowy właściciel Haze - Przemek Stańczyk toczył zacięte zmagania z Michałem Wójcikiem (Nieuchwytny Cel). W ostatnich wyścigu Haze (8, 6, 7, 5) przyjechał przed Celem (7, 8, 5, 6). Przy remisie punktowym o kolejności w regatach zdecydował ostatni wynik.
Słabych warunków szczególnie nie kocha Rafał na Fate, który pływa na pożyczonych, silnowiatrowych żaglach, psując kolejne foki na kolejnych regatach. Mimo dużego zaangażowania Rafała i jego załogi, w tych warunkach niewiele mogli zdziałać i regaty przypadło mu zakończyć na VIII miejscu (6, 7, 8, 8). Pielgrzym żeglował bardzo równo (DNF, 9, DNF, DNF), ale był z nami i to było ważne. Na przyszły rok odgraża się nawet, że odblokuje miecz - kto wie, może tak zrobi? Co prawda przez ostatnie dwa lata jakoś mu się to nie udawało, ale nie traćmy nadziei. Jacku - trzymamy kciuki, napraw ten miecz (i załóż fał spinakera. może coś się znajdzie). Szkoda, że nie wszyscy byli - brakowało Jarka na Ognistym Podmuchu, Radka na Soul i Uśpionego Groma. Na następnych Mistrzostwach spróbujmy się zjawić całą siłą klasy TANGO!
PUCHAR PREZESA PZŻ
Bardzo mało jachtów, zaledwie 32, wzięło udział w tej imprezie. Wśród nich 14 Omeg i 8 Skippi. Z klasy Tango jedynie 3 jachty: Follow Me, Misja i Błękitny Wiatr. W sobotę odbyły się 4 wyścigi.
I wyścig o pół długości jachtu wygrał Wojtek na Misji przed Szymkiem na Follow Me. Dwa kolejne zdecydowanie zwyciężył Szymon, Misja tymczasem po zaciętej walce z Błękitnym Wiatrem dwa razy przypłynęła druga.
Ale Jezioro Mikołajskie lubi sprawdzać zawodników - wiatr potrafił nagle osłabnąć lub zmienić kierunek i to nawet o 90?. W tych trudnych warunkach 4 wyścig zakończył się wyraźnym zwycięstwem Misji, a więc niespodzianka. Po pierwszym dniu regat, przy równowadze punktowej, dzięki wygranej w ostatnim wyścigu, na I miesjcu był Wojtek, za nim Szymon. Na Misji otworzono szampana i panowała ogólna euforia.
W niedzielę wiało mocniej i Misja miała kłopoty z wybalastowaniem 3-osobową załogą swoich większych żagli. Choć Szymek też miał nieco kłopotów z windą fału foka (strzeliła mu linka windy), jednak wygrał oba wyścigi. I wszystko wróciło do stanu początkowego, kolejność ustaliła się zgodnie z oczekiwaniami: I miejsce Szymon - Follow Me (6pkt.), II Wojtek - Misja (8pkt), III Michał - Błekitny Wiatr (15pkt.). Miejmy nadzieję, że będzie nas więcej na przyszłorocznych, jubileuszowych, 35-tych regatach o Puchar Prezesa PZŻ.
III Regaty TIGA YACHT
W Sztynorcie Tiga organizuje bardzo ciekawe regaty. Jedna klasa - wszystkie kabinówki - a więc OPEN. Jeden wyścig, za to długi - ponad 30km. Trasa - od wejścia do kanału Sztynorckiego, dookoła Wyspy Kormoranów na Dobskim, pod Almatur (boja zwrotna) i meta przy Królewskim Rogu. Przypomnieć trzeba, że I i II regaty TIGI wygrał Wojtek Chodkowski na Misji. Tym razem był on również w gronie faworytów. Tradycyjnie słabo wiało - 1-2°B, na Dobskim była chwilami słaba "3". Po starcie na czoło wysunął się Maxus 28 Babooshka - lider klasy T3. W czołówce były również Nautiner z Markiem Stańczykiem, Marian Bełbot na Bingo 930, Fokus 800. Nieźle radziły sobie nasze 3 Tanga; Misja, Nieuchwytny Cel i Błękitny Wiatr.
Dochodząc do Dębowej Górki w stronę Almaturu Babooshka była dobre 200-300 m przed wszystkimi, na II pozycji Misja i niedaleko za nią Nieuchwytny Cel. Między wyspami nie dość, że prawie nic nie wiało, to jeszcze kręciło. Na słabiutkich powiewach Babooshka po zrobieniu 2 zwrotów przy samej boji stanęła, dzięki czemu Nieuchwytny Cel szerokim łukiem minął ją wychodząc na I pozycję chwilami z 200-metrową przewagą. Przewagę utrzymał do Dębowej Górki, potem wiatr już był, co prawda słaby (ok. "2") ale równy i Babooshka jak tramwaj pojechała do przodu osiągając metę po 4,5 godzinach z przewagą ok. 400m. 6 minut później metę osiągnął Nieuchwytny Cel. Jako III finiszował Marian Bełbot na Bingo 930 (18 min. po zwycięzcy) i 2 minuty później Misja na najbardziej nielubianym miejscu IV, Błękitny Wiatr zajął wysokie V miejsce w kolejne 2 minuty po Misji. Na 28 jachtów 3 Tanga w pierwszej piątce! - to bardzo dobry wynik. Meta była otwarta przez 2 godziny, w tym czasie 24 jachty ukończyły wyścig, dla 4 meta została zamknięta ale i tak zostali sklasyfikowani ex aequo na 25 miejscu .
Zwycięzcy - 3 pierwsze załogi otrzymały piękne szklane puchary z panoramą Sztynortu oraz medale.
Bardzo sympatyczne regaty i wynik bardzo korzystny dla naszych Tang. Warto było przyjechać.
BOATSHOW CUP
Przy dobrej, wietrznej pogodzie odbyły się regaty BOATSHOW w Giżycku. Na starcie stanęło 95 jachtów, najwięcej Micro bo były to Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w klasie Micro (przyjechało kilka łódek z Rosji i Łotwy).W klasie Tango startowało tylko 5 jachtów ale to i tak lepiej niż w ubiegłym roku.
W sobotę odbyły się 4 wyścigi (choć miało być ich tylko 3), przy wietrze 3-4°B. Trzy z nich wygrał Follow Me i pojechał się kąpać, bo Komisja nie zawiadomiła go na mecie, że będzie jeszcze jeden wyścig. Tak więc w IV wyścigu Szymon spóźnił się na start i był dopiero trzeci. Na drugim miejscu po sobotnich wyścigach był Nieuchwytny Cel - załoga Rejsu Regatowego BLUE YACHT Jacek Paluszkiewicz (miejsca 2,2,3,2).
Po trzech wyścigach obudził się Wojtek na Misji i zdecydowanie wygrał IV wyścig- wtedy gdy załoga Szymka jeszcze nie dosuszyła się po kąpieli.
Rafał na Fate mocno na ciskał na Misję i miał jeszcze szansę nawet na pudło, choć od czasu do czasu jakieś punkty urywał mu Michał na Błękitnym Wietrze - druga załoga Rejsu Regatowego BLUE YACHT.
W niedzielę odbył się tylko 1 wyścig - wygrał Follow Me przed Fate i Misją, ale nie miało to większego wpływu na podział łupów. Ostatecznie Szymon na Follow Me - I miejsce (4 pkt), Jacek na Nieuchwytnym Celu , pierwszy raz na tym jachcie! - II miejsce (9 pkt), Wojtek na Misji -III miejsce (11 pkt.), Rafał na Fate-IV miejsce (12 pkt. Mało brakowało do pudła!) i Michał na Błękitnym Wietrze -V miejsce (18 pkt.).
Błękitny Wiatr w niedzielę po regatach przeżył jeszcze jedną przygodę. Choć słabiej wiało niż w ciągu dnia na wyścigu to po południu płynąc z Giżycka do Bogaczowa przy wietrze 2-3°B złamał maszt. Pękła wanta kolumnowa tuż przy wczepie hakowym do masztu.
Maszt złamał się w 2 miejscach: nad cęgami (wyginając cęgi - co spowodowało również pęknięcie laminatu między pokładem a skrzynią mieczową na całej długości skrzyni) oraz na wysokości salingów.
Najgorzej, że jacht był w rejsie z młodzieżą i nie można było pozwolić sobie na przerwę w żegludze. O piątej rano Michał pojechał najpierw po samochód do Olsztyna a potem do Piastowa po maszt, gdzie Radek i Łukasz już czekali żeby mu pomóc w załadunku (Serdeczne dzięki za pomoc!) Około 20-ej był już z masztem, narzędziami i materiałami do laminowania w Mikołajkach a rejs w tym czasie pokonał trasę : Giżycko-kanały-Mikołajki.
Następnego dnia do ok. 16-ej udało się zalaminować skrzynię (nawet z topkotem ) oraz ustawić cęgi i maszt od Tańczącej Furii, wykorzystując część takielunku Aeroskrzata a część Tanga. Strata w harmonogramie rejsu była niewielka a dla młodych ludzi stała się nawet ciekawą przygodą.
PUCHAR PKP CARGO
Wiało nieźle! W sobotę wiatr dobrze przetestował przygotowanie kondycyjne zawodników i sprzętu. Startowało wszystkiego 20 jachtów, tym razem Tang było 8 i mieliśmy osobną grupę startową. Jeszcze przed startem trwały gorączkowe prace szkutnicze. Szymon wymieniał okucie bomu na maszcie(dostał je przed północą poprzedniego dnia), poważny remont stopy masztu miała Misja. Pomysł zrobienia opaski na słowackim maszcie z zupełnie innego kętowskiego profilu i osadzenie tuleji pasującej do cęg bez zdejmowania masztu z jachtu był dużym wyzwaniem. Ale o dziwo udało się to zrobić przed startem do pierwszego wyścigu, w dodatku wszystko pasowało i jeszcze maszt wytrzymał tak ciężkie warunki w jakich przyszło nam startować.
W sobotę przy sile wiatru do 6°B rozegrano 3 mniejwięcej godzinne wyścigi. Dobrze, że Sędzia Główny przełożył IV wyścig na niedzielę. Mało kto w chwilach gdy trochę słabło stawiał spinakera.
Wszystkie 3 wyścigi wygrał Szymon-Follow Me, zazwyczaj z przewagą kilkusetmetrową! Daleko za jego plecami rozgrywała się walka o kolejne miejsca. Sobotnie wyścigi na II miejscu zakończył Rozwiany Dym (3,2,2) z minimalną przewagą 1 punktu nad Fate Rafała (2,3,3), który jeździł w tak ciężkich warunkach bardzo szybko i skutecznie mimo rozpruwającego się foka (przy każdym zwrocie oderwany tylny lik zaczepiał o pierścień spinakerbomu na maszcie!).
Jarek na Ognistym Podmuchu (4,4,4) też jeszcze nie miał zamiaru rezygnowania z walki. Większych strat nie zanotowano chociaż w innych klasach . Piotr Groszyk zamiast żeglować na powierzchni wody zrobił z Sympatii łódź podwodną już w I wyścigu. Akcja ratownicza 2 motorówek z obstawy była długa i męcząca dla obu uczestniczących w niej stron. Później tylko WOPR-owcy podpływali do niektórych widowiskowo przechylonych jachtów i nieśmiało prosili: "tylko się nie przewracajcie!". Wywrotkę miała również jakaś Omega, ale sami sobie dość szybko poradzili.
Po południu była jak zwykle bardzo smaczna grochówka, a po 20ej bankiet, co w KKW stało się miłym zwyczajem. Były nawet tańce, ale większość była zbyt zmęczona aby w nich uczestniczyć. Bawiła się głównie młodzież, no i Grześ Guzowski, ale on to zawsze.
W niedzielę 2 wyścigi odbyły się przy nieco słabszym wietrze 3-4°B. Na Szymona nie ma mocnych. Nawet jak spóźnił się na start o dobre 200m, to i tak wygrał IV wyścig i V też, choć nawet nie musiał już startować. W IV wyścigu zacięta walka między kolejnymi jachtami trwała do samej mety. Rozwiany Dym na samej końcówce wjeżdżając w las wędek (przy okazji nastąpiła wymiana uprzejmości z rybakami, którzy bez wyobraźni zarzucili wędki na kilkadziesiąt metrów od brzegu) stracił II miejsce w tym wyścigu na rzecz Jarka na Ognistym Podmuchu - o pół długości jachtu!
W ostatnim wyścigu regat za plecami niedościgłego Follow Mee trwała walka o miejsce na podium. Najbardziej zaciekłe pojedynki toczyły Rozwiany Dym i Fate, wożąc się w poprzek trasy (gdy inni płynęli wzdłuż). Skorzystał na tym Ognisty Podmuch i Jarek zajmując miejsce II w tym wyścigu przy remisie punktowym z Rafałem wskoczył na pudło a Rafał po sobocie mający chrapkę na II skończył na IV miejscu.
Jacht na Misji jednak wytrzymał (o dziwo!) - V miejsce w regatach. Na VI miejscu regaty zakończył Strażak na Uśpionym Gromie, choć gdyby nie spóźnił się na niektóre z wyścigów mógłby powalczyć. VII miejsce Wojtka na Szalonym Cieniu nie satysfakcjonuje, nie może ustawić łódki, choć gdy fok zaciął mu się na rolerze jacht zaczął płynąć bardzo ostro. Michał na Błękitnym Wietrze (VIII miejsce) znacznie więcej czasu spędził na pracy przy takielunku niż na wodzie. Z pomocą Janka Domańskiego przestawiali, trymowali, naciągali i choć uzyskali cieszące ich ustawienie masztu (dobra jazda i V miejsce w IV wyścigu), to teraz grot nie chce współpracować.
W niedzielę odbył się jeszcze Wyścig Samotnych, który wygrał Grześ Guzowski na Sasance, Wojtek na Misji był II, Jarek na Ognistym Podmuchu III a Strażak V.
Przed samym startem do tego wyścigu Strażak chciał przestawić barkę. Nagły, silny podmuch podczas odejścia z boji spowodował gwałtowne przemieszczenie jachtu i dziób jachtu spotkał się na swej drodze niczego nie spodziewającą się barkę. Uderzenie było jak Grom - tak silne, że mieszkańcy barki szybko wybiegli ocenić skutki. Ale mimo głośnego huku straty były znikome - ucierpiała bardziej barka (wgięta blacha na nadburciu), nieco mniej Grom (zmiażdżona trochę część dziobowa kołnierza, ale dziób mocny - "to się nadszpachluje").
Teraz to się spotkamy już na Mazurach: Boatshow, Puchar Prezesa PZŻ, no i oczywiście Mistrzostwa Polski.
REGATY ŚWIĘTOJAŃSKIE
Do regat zapisało się zaledwie 15 jachtów, w tym 7 w klasie Tango. Nie mógł wystartować Michał na Błękitnym Wietrze, w porcie pozostał również Uśpiony Grom.
W sobotę wiatr o sile 4°B wiał z kierunku S-E. Sędzia Główny Krzysztof Kowalski musiał ograniczać się co do akwenu ponieważ odbywały się również inne regaty: Optymisty, Lasery oraz duża impreza Puchar YKP w klasie Omega.
Tuż przed startem do I wyścigu awaria okucia łączącego bom z masztem spowodowała, że Follow Me spłynął do portu i nie chcąc narażać jachtu nie brał udziału w dalszych wyścigach. Pod nieobecność głównego pretendenta do zwycięstwa I wyścig wygrał Rozwiany Dym przed Rafałem na Fate.
Podczas jednego ze startów Nieuchwytny Cel tak blisko wystartował przy statku komisji, że chciał zabrać cały maszt sygnałowy ze sobą na trasę a choć uderzył potężnie w statek KR zabrał ze sobą tylko metalowe okucie kończące listwę odbojową i pojechał dalej. Ponieważ Jacek Wichrowski bardzo był do swojego okucia przywiązany, dostał je potem z powrotem (po wyjęciu go z burty Tanga). Na Celu została w dziobowej części burty dziura wielkości tegoż okucia.
W II wyścigu bardzo źle pracował maszt na Misji (wyginał się mocno do tyłu na wysokości salingów) tak, że Wojtek zdecydował się na założenie baby-sztagu kładąc maszt po drugim wyścigu, tym samym nie zdążył na start III wyścigu - długodystansowego.
Podczas startu do III wyścigu nastąpiła kolizja pomiędzy Rozwianym Dymem startującym przy statku z pozycji zawietrznej a Ognistym Podmuchem Jarka, Sympatią Roberta Stachelskiego i Cardinalem T2 Andrzeja Wyszyńskiego, które próbowały znaleźć jeszcze jakąś lukę przy statku KR.
Mimo okrzyków "nie ma miejsca" (aż do zachrypnięcia), żaden z jachtów nawietrznych nie ustąpił w efekcie wszystkie trzy najpierw sczepiły się ze sobą a potem staranowały Rozwiany Dym. Straty okazały się duże - ucierpiała cała prawa burta (nawietrzna) - rozbity falochron tuż za blokiem brasów spinakera, odbite jaskółki na całej prawej burcie plus miejscami rozwarstwiony laminat na burcie. Jakby tego było mało, po deszczu okazało się, że jacht przecieka na okuciach. Ponieważ jacht utrzymywał się na wodzie i nie chciał zatonąć, załoga zdecydowała się kontynuować wyścig.
Po minięciu górnego znaku Rozwiany Dym postawił nawet spinakera, choć szło to jakoś wyjątkowo ciężko. Rzecz wyjaśniła się, gdy spinaker znalazł się całkiem w górze, wówczas spadła na dół jakaś stalówka -był to sztag. Okazało się, że fał spinakera zaczepił się o zawleczkę bolca sztagu i idąc do góry rozciągnął ją i rozpiął sztag, stąd ten wyjątkowo silny opór przy stawianiu. W tej sytuacji Rozwiany Dym natychmiast zrolował foka, zrzucił spinakera, grota i pozostawiając czerwoną flagę na achtersztagu, na silniku spłynął do portu.
Decyzja okazała się nadzwyczaj trafna. Po paru minutach granatowa chmura nadciągająca z zachodu zawisła nad całym Zalewem, błyskawice przecinały niebo a ostatnie lasery w ryzykownych ślizgach uciekały do portu. SG przerwał wyścig i pontonem razem z WOPR-em zbierali naszych zawodników.
Protest zgłoszony przez sternika Rozwianego Dymu rozpatrywany był dopiero w niedzielę o 10-ej rano, po zebraniu odpowiednio mocnego Zespołu Protestowego. W wyniku protestu zdyskwalifikowane zostały wszystkie jachty protestowane, co nie wpłynęło wprawdzie na wyniki regat (wyścig w którym nastąpiło DSQ był przerwany) ale określiło odpowiedzialność finansową za zniszczenia.
Przez te perturbacje protestowe uciekło sporo czasu i tak w niedzielę rozegrany został tylko 1 wyścig. Z początku prowadziła Misja ale ostatecznie wygrał Rozwiany Dym, a na ostatnich metrach na 2-ie miejsce wysunął się Fate.
W regatach miejsca pokryły się dokładnie z kolejnością w ostatnim wyścigu: Dym, Fate, Misja, Podmuch, Cel, Cień.
Puchar Prezesa WOZŻ
Regaty odbyły się w Ośrodku MOS Zegrze. Impreza zaliczana zarówno do Grand Prix Warszawy jak i do PPJK zgromadziła na starcie 55 załóg w 10 klasach, z których najliczniejszymi były Delphia 24 - 12 jachtów oraz Tango - 9. Jachty startowały podzielone na 3 grupy z czego najliczniejsza była właśnie nasza: T, T1, T2, OPEN, Tango. Bardzo trudny był start - w tym tłoku niełatwo było się przebić, mniej rywalizowaliśmy w klasie między sobą a częściej z jachtami innych klas - zarówno na starcie jak i na całej trasie a szczególnie przy okrążaniu znaków.
Trasa trapezowa z zewnętrzną pętlą i ustawiona co prawda z rozmachem (obrysowująca 2/3 patelni) dawała w efekcie bardzo mało żeglugi pod spinakerem a na długich odjazdach półwiatrem i baksztagiem niewiele się działo.
W sobotę rozegrano 5 wyścigów przy wietrze 2-3 °B z kierunku NW. Wszystkie wyścigi w naszej klasie wygrał Szymon na Follow Me, chociaż V wyścig przez większość trasy prowadził po bardzo udanym starcie Wojtek na Misji, jednak ukończył go na 2 pozycji. Rozwiany Dym po pierwszym dniu regat i miejscach: 2, 2, 2, 2, 4 zajął pewne II miejsce. O miejsce III toczyła się zacięta walka do ostatniego wyścigu. W sobotę III miejsce zajmował jeszcze Jarek na Ognistym Podmuchu ale o 1 punkt za nim była Misja, a o kolejny 1 punkt Strażak na Gromie i Rafał na Fate. Z niewielką stratą za nimi był Andrzej na Nieuchwytnym Celu. Wojtek na Szalonym Cieniu tym razem nie mógł sobie poradzić z ustawieniem masztu i jacht wyraźnie mu nie chodził. Dość wyrównaną walkę z Cieniem toczył Michał na Błękitnym Wietrze.
Wieczorem odbył się bankiet oceniony baaardzo wysoko przez uczestników: duży wybór potraw na zimno i gorąco, bez kartek, bez ograniczeń i bez prohibicji. W niedzielę wiatr wzrósł do 4°B momentami osiągając nawet 5. Najefektowniej żeglowały w tych warunkach Delphie 24 - było na co popatrzeć, zwłaszcza półwiatry w ślizgu na genakerach. Pierwszy niedzielny wyścig wygrał Szymon przed Fate i Rozwianym Dymem. Zatem dwa pierwsze miejsca były już zaklepane i Follow Me spłynął do portu a Dym (któremu tuż po przekroczeniu linii mety zerwał się róg fałowy foka) "poszedł za nim". Pozostałe na akwenie jachty mogły więc powalczyć o podium zajmując wyższe miejsca.
Najskuteczniejszy był Rafał na Fate, który zawsze bardzo dobrze żegluje w ciężkich warunkach - zajął I miejsce w ostatnim wyścigu. Jako 2-gi metę osiągnął Andrzej na Nieuchwytnym Celu a 3-ci był Strażak na Uśpionym Gromie.
Po niedzielnych wyścigach Rafał z 6 miejsca wszedł na 3, o jedno miejsce awansował Andrzej na Nieuchwytnym Celu. Jarek na Ognistym Podmuchu miał bardzo duże problemy z masztem - okucie bomu spowodowało pęknięcie masztu wzdłuż likszpary, tak że pół trasy jednego wyścigu spędził na wiązaniu bomu do masztu przez co spadł aż na 7 miejsce.
W rankingu po 2 imprezach trochę zmian w środku tabeli: niekwestionowanym liderem jest Szymon - 26pkt., załoga Rozwianego Dymu musi oswoić się na dłużej z miejscem II - 20 pkt., na razie miejsce III utrzymał Andrzej na Nieuchwytnym Celu - 12 pkt., ale już naciskają go Wojtek na Misji i Rafał na Fate - po 11 pkt. Po 2 imprezach sklasyfikowanych jest już 9 sterników. Brakowało nam bardzo Radka, który nie wie: gdzie, kiedy i czy? zwoduje w końcu Soula, zwłaszcza w sobotę kiedy wznosiliśmy kolejne toasty za jego zdrowie (11 czerwca - jedyne w roku imieniny Radomiła).
Puchar Toyota Auto Podlasie
No i stało się. Sezon Grand Prix 2011 rozpoczęty! Już w pierwszymo dniu regat zaatakowały nas trudne warunki: szalejące słońce i niedosyt wiatru. Na starcie zjawiło się 26 jachtów po 3 w klasach: T, T1, T3, Sympathy, 5 Omeg i 9 Tang. Nieskomplikowana trasa - 2 śledzie, dostarczyła jednak zawodnikom wielu ciekawych wrażeń.
Wiatr wiał z nieprzewidywalnych kierunków, czasem nawet w pionie (dym z fajki unosił się wtedy łagodnie z dołu do góry, niemalże pionowo i w ogóle nie był rozwiany). Chwilami powiało tak, że nawet nie wszyscy musiali balastować ... na zawietrznej. Momentami załogi niektórych jachtów doznawały niezwykłych wrażeń np. w 2 wyścigu Szymek zaparkował nieopodal mety i długi czas zbierał siły, żeby się przez nią przebić, w 3 wyscigu "Ognisty Podmuch"na dolnym znaku stanął tak nieszczęśliwie, że powolny prąd w kierunku zapory zniósł go na prawą stronę znaku (mimo intensywnych wysiłków całej załogi) a wiatr kompletnie odmówił współpracy z żaglami i w ten sposób z dobrej 2 pozycji Jarek spadł na 6. Przy tych zmiennych wiatrach stawka jachtów niejednokrotnie mieszała się w sposób zupełnie losowy, czasem jacht nieoczekiwanie tracił 5-6 miejsc a inny w cudowny, niezwykły sposób zyskiwał kilka pozycji.
Michał na "Błękitnym Wietrze" (już jego własnym) mając niezłą 3 pozycję w wyścigu, pamiętając, która strona tak dobrze niesie, powtórzył trasę na drugim okrążeniu i tu się zdziwił, bo totalnie odwróciło i teraz ta druga strona była lepsza. W efekcie stracił
i minęło go 5 jachtów.
Bardzo dobrze radził sobie Wojtek na "Szalonym Cieniu" - nowe żagle i większa wiara w sukces załogi.
Ciekawe przygody przeżywała załoga Uśpionego Gromu - empirycznie sprawdzali takie zagadnienia jak:
- czy jacht z brasami spinakera pod kadłubem płynie wolniej od innych
- czy możliwe jest halsowanie bez miecza (po zablokowaniu windy w pozycji "miecz góra" i przypaleniu rąk fałem )
Eksperymenty jednoznacznie wykazały, że szybsze są jachty bez brasów pod kadłubem a miecz przydaje się przy żegludze na wiatr. Na Gromie żeglowała ze "Strażakiem" załoga z kursu regatowego przeprowadzonego w maju w Nieporęcie. Teraz utrwalają wiadomości z kursu na regatach. Strażak wysoko oceniał zaangażowanie załogi, a wiadomo że najtrudniejsze są początki - te pierwsze 10 lat (intensywnych treningów rzecz jasna!) a potem to już "z górki" można walczyc o wysokie miejsca. A w klasie Tango konkurencja jest mocna!!!
Po sobotnich wyścigach gościnnie jak zwykle przyjął nas klub KKW - po spłynięciu
z wody tradycyjna grochówka a wieczorem bankiet. Szkoda że niewiele osób zostało, kto pojechał niech żałuje - póżnym wieczorem koncert szantowy dała załoga "Błękitnego Wiatru" - Michał ze swoim załogantem Piotrem. I to było naprawdę znakomite zakończenie tego dnia.
W niedzielę wiało równiej i mocniej. Wiatr z kierunku E o sile 2-3?B. Oba wyścigi wygrał Szymon na Follow Me (w sobotę był 2 razy 1-szy i raz 4-ty) i było po zawodach.
Na drugim miejscu ukończył regaty Rozwiany Dym zajmując w kolejnych wyścigach miejsca drugie. Na miejsce III przesunął się Andrzej Nasalski na Nieuchwytnym Celu. Jest to nowa załoga w klasie Tango - ale bardzo doświadczona, bo startująca od wielu lat w innych klasach, muszą tylko dobrze poznać tę łódkę.
Wysokie IV miejsce zajął Wojtek na "Szalonym Cieniu" - nowe żagle dodały mu skrzydeł, niewiele brakowało do miejsca na pudle.
Wojtek na "Misji" żeglujący w międzynarodowym składzie: polsko-wietnamskim drugiego dnia regat miał kłopoty z załogą oraz awarię foka - z którą poradził sobie bardzo sprawnie.
Na V miejsce spadł Jarek na Ognistym Podmuchu, który nie mógł startować w niedielę. Troche mocniejszy wiatr lepiej pasował Rafałowi na Fate, dzięki 3 miejscu w IV wyścigu zamienił się miejscami z Uśpionym Gromem - Rafał awansował na VII a "Strażak" przy tej samej ilości punktów spadł na VIII miejsce.
Na IX miejscu wylądował ostatecznie Błękitny Wiatr, którego akwen Jachranki totalnie zaskoczył, tu zmiany wiatru są nieobliczalne. Poza tym Michał szuka optymalnego ustawienia masztu, jeszcze nie trafił w odpowiednie, choć włożył w to naprawdę dużo energii.
ZAKOŃCZENIE SEZONU 2010
26 listopada odbyła się uroczystość zakończenia jubileuszowego 35-tego sezonu GRAND PRIX WARSZAWY 2010. Tym razem nasze wyniki fetowaliśmy w restauracji FETA Małgorzaty i Włodka Bartołd. Wręczone zostały puchary i medale w klasyfikacjacji indywidualnej (za 3 pierwsze miejsca
w klasie) oraz dyplomy dla wszystkich. Kluby otrzymały puchary za zwycięstwa zespołowe. W klasie Tango zespołowo wygrał Klub WKTW Laguna, który również dzięki Tangom zwyciężył
w klasyfikacji zespołowej łącznej z dużą przewagą nad nastepnymi.
W klasie Tango puchary i medale oraz statuetki dla każdego sklasyfikowanego zawodnika wręczał konstruktor jachtu Tango Andrzej Skrzat. Był on również fundatorem Pucharu - tym razem dla załogi, która ściga się na najstarszym jachcie. Puchar ten (najbardziej okazały ze wszystkich w tym dniu) trafił do rąk Wojtka Koblaka, który żegluje na Szalonym Cieniu. Nawiasem mówiąc jacht pływa dłużej niż Wojtek, który jest jego 4-tym włascicielem - bo już ponad 20 lat, i miał w swojej historii wiele triumfów, m. in. dwukrotne Mistrzostwo Polski i czterokrotne Grand Prix Warszawy. To jacht - a Wojtek - wszystko przed nim.
Po rozdaniu nagród przystąpiliśmy do stołu i tu ciekawostka geograficzna - stół szwedzki, a kuchnia śródziemnomorska - żeglarstwo łączy narody! W trakcie przybywania coraz liczniej gości (wstępnie liczyliśmy na 60-70 osób, a przyszło ponad 120!) odbyła się charakterystyczna wymiana zdań między właścicielem lokalu a jego kucharzem. Włodek przedstawił mu taki problem: "jest prawie dwa razy więcej osób niż liczyliśmy" - na co otrzymał odpowiedź: "nie ma problemu, mnie jeszcze nikt nie przejadł". I była to szczera prawda. Były dania na gorąco i zimno, jednak nie daliśmy rady.
Jak już trochę poucztowaliśmy, przyszła kolej na następną atrakcję wieczoru - loterię. Każdy, kto przy wejściu kupił bilet-los, mógł wziąć w niej udział i wygrać fajne nagrody, a tym razem było ich naprawdę dużo: torby podróżne, kieszenie fałowe, jachtowe aktówki i flagi protestowe od Zbyszka Kani, plecaki i sporo drobnych gadżetów od MUSTO, kotwica, roler i osłony na odbijacze od Mariusza Dziedzica - System MAST, wentylator z lampą, zegarkiem i radiem od Huberta Cieślaka, worki, knagi i rękawice od WAWER-Sail, SZEKLI i Sławka Płatka, oraz kalendarze żeglarskie
z WOZŻ. Iwona dorzuciła jeszcze Kompedium Wiedzy Regatowej - przpisy w pigułce (ok. 30 sztuk). Przy tej ilości nagród ok. 2/3 losów było wygranych. W "torbach z niespodzianką" można było wylosować nawet 100 tys. zł. (co prawda zmielone i sprasowane w formie brykietu, ale zawsze...).
A potem były tańce, które trwały prawie do godziny 2, kiedy to goście zaczęli stopniowo opuszczać gościnne progi FETY. To tyle na temat samego zakończenia. Natomiast wypada wspomnieć
o wynikach minionego sezonu.
Tym razem GRAND PRIX WARSZAWY w klasie Tango przypadło załodze Rozwianego Dymu (jest to 17-te Grand Prix Jacka). Choć załoga ta nie wygrała w tym sezonie żadnych regat, jednak zajmując 6 miejsc II i jedno V uzyskała niewielką przewagę. W tym roku rozegranych było 8 imprez, z czego do punktacji liczyło się 7 najlpeszych wyników.
Prezes Szymon na Follow Me musiał zadowolić się miejscem II, choć wygrał aż 5 imprez, a raz był IV, ale zabrakło mu jeszcze jednej imprezy dającej punkty (nie mógł startować w Mistrzostwach Warszawy - imprezie o dużym współczynniku 1,5; zresztą frekwencja na MW w tym roku była szczególnie wysoka - 11 jachtów, co miało też wpływ na ilość punktów).
Na III miejscu zakonczył GP Jaś na Uśpionym Gromie. Jest to bardzo duże osiągnięcie tego młodego zawodnika, który z roku na rok potwierdza swoje coraz wyższe umiejętności regatowe.
IV miejsce Radka na Soul jest wynikiem zbyt małej ilości startów. Startował tylko w 3 imprezach. Dwie z nich wygrał, a raz zajął miejsce II. Przy tak małej ilości startów, miejsce IV jest znakomitym rezultatem.
Wojtek na Misji zajął wysokie V miejsce i widać, że ten zawodnik zrobił duże postępy od ubiegłego roku, a jacht jest naprawdę szybki. Jak nabierze więcej rutyny może być bardzo groźny dla najlepszych. Miejsce VI zajął Paweł na Nieuchwytnym Celu, mając jedno zwycięstwo w regatach ale tylko 3 starty. Na wysokim VII miejscu znalazł się Kuba na Ognistym Podmuchu. Miejsca VIII - IX zajęli Jarek na Ognistym Podmuchu (pływał zamiennie z Kubą, praca nie pozwoliła Jarkowi na więcej, ale w przyszłym roku planuje częściej startować), spory dorobek punktowy; oraz Rafał na Fate. Rafal ma najnowszą łódkę (wodowana w lipcu 2010), startował tylko w rundzie jesiennej 4 razy, brakuje mu dobrych żagli - na razie pływał tylko na "pożyczkach".
Bardzo poważnie traktuje regaty Wojtek na Szalonym Cieniu. Brakuje mu dobrej załogi i nawet strata masztu w Pucharze Tanga nie zniechęciła go do startów. Zajął X miejsce zostawiając za sobą
4 zawodników. Na miejscu XI Strażak, na Nieuchwytnym Celu, rozdarty między Sympathią (załogant Orlińskiego) a Tangiem, na którym może sterować zabierając ze sobą czasem małego Mateusza. Arek Maj żeglował w tym roku sporadycznie na Błękitnym Wietrze i Nieuchwytnym Celu tylko 3 razy - w efekcie miejsce XII. Na XIII i XIV miejscu na Błekitnym Wietrze żeglowali wymiennie Michał Wójcik i Marcin Bartołd, każdy z nich tylko po 2 razy, a więc dorobek punktowy był dość skromny.
Podsumowując - był to kolejny udany rok dla klasy Tango. Jesteśmy obecnie najliczniejszą , najbardzien pewną klasą w Grand Prix Warszawy, wyraźnie było nas widać w Mistrzostwach Polski (10 jachtów), zachęca nas Puchar Polski. Miejmy nadzieję, że kolejny sezon będzie równie ciekawy. Zawodnicy innych klas trochę nam zazdroszczą...
Z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia
dużo zdrowia, samych szczęśliwych dni
i... nowych żagli pod choinką od Św. Mikołaja!
PUCHAR BABIEGO LATA, 2-3 paĽdziernika 2009
Ostatnie regaty GRAND PRIX 2010 odbyły się w Porcie Jachtowym Nieporęt 2-3 paĽdziernika. Po całym tygodniu deszczu, w weekend pogoda była znakomita - bezchmurne niebo, słonecznie, wiatr w sobotę 2-3?B, w niedzielę 3-4?B. W sobotę rozegrano 4 z planowanych 5-ciu wyścigów.
W I wyścigu prowadząca Misja z początku nie trafiła w metę (rasa 2 śledzie, start z lewej strony, meta z prawej strony statku KR). Po stwierdzeniu pomyłki wróciła na metę lewym halsem i tak ukończyła, co prawda na I miejscu, ale jednocześnie na samej mecie - a więc jeszcze w wyścigu - nie ustąpiła prawohalsowemu Soulowi. Radek złożył protest - szkoda, że Wojtek nie przyjął od razu kary dwóch obrotów (byłby 3-ci), a tak po rozpatrzeniu protestu dostał DSQ. Kolejne jachty na mecie to Rozwiany Dym i Follow Me.
II wyścig wygrała Misja przed Follow Me i Dymem. W III wyścigu trasa była skrócona do 1 śledzia,
w czym nie wszyscy się od razu połapali. Wyścig ten był bardzo dziwny, wiatr chodził jak chciał - jedne jachty stały czasem jak spławiki, a 30-40 metrów obok inne szybko przepływały jakiś odcinek, żeby potem znowu zaparkować. W chwilę potem było odwrotnie, wiatr wybierał sobie upatrzone jachty całkiem losowo, można było nagle zyskać lub stracić 3-4 pozycje. Ten trudny, ale ciekawy wyścig wygrał Follow Me (tym razem Soul nie trafił w metę, bo nie zauważył sygnału skrócenia trasy),
a Rozwiany Dym prawie pewny II miejsca na samej mecie przegrał o pół metra z Ognistym Podmuchem.
Wyścig IV wygrał znów Follow Me, tym razem przed Soulem i Misją.
W sobotę wieczorem były szanty, całkiem niezły poczęstunek, a nawet zapowiadany, choć trochę przereklamowany pieczony baran. Większość spędziła ten wieczór na dobrej zabawie w sympatycznym towarzystwie.
W niedzielę wiało mocniej, 4-5?B. Pierwszy niedzielny wyścig wygrał Soul prowadząc od startu do mety, II dopłynął Dym, a III Grom. Follow Me dotarł dopiero VI, bo już na pierwszej halsówce został rybakiem - łowił z wody swoją załogę. Po gwałtownej zmianie wiatru 2 załogantów "dało nogę" do wody i chwilę to trwało, zanim Szymon przekonał ich, żeby jednak dalej z nim płynęli. Pozbierał ich dość szybko, ale strata do prowadzących była już duża.
W następnym wyścigu wycofały się Fate, Cień i Dym, zakładając, że to już ostatni wyścig tych regat, a więc jedno DNC będzie można odrzucić. Jachty spłynęły do portu i zaczęły klarować się do wyslipowania. Wyścig ten wygrał Follow Me przed Soulem i Ognistym Podmuchem.
Jednak odbył się jeszcze jeden wyścig, choć przy braku sygnału AP nad A (wyścig odroczony na następny dzień) po IV wyścigu sobotnim i braku komunikatu na tablicy KR przed wyjściem z portu w niedzielę, nie powinien się odbyć. Młody sędzia trochę się pogubił. I tak wyścig ten mocno namieszał w punktacji. Rozwiany Dym stracił najwięcej - z III miejsca spadł na V, podobnie Misja z IV na VI. Zyskały Ognisty Podmuch i Uśpiony Grom, awansując na III i IV miejsce. Można było składać prośbę
o zadośćuczynienie, z dużą szansą na unieważnienie VII wyścigu. Ale presja wyslipowania 4 jachtów
w 1 popołudnie sprawiła, że sternik Rozwianego Dymu machnął ręką na zadośćuczynienie i zajął się pracą przy wyciąganiu i transporcie jachtów. Ale żal, że regaty są tak nieprofesjonalnie sędziowane pozostał.
Regaty się zakończyły, jachty są już zabrane na zimowanie. Zaczynamy przygotowywać się do Uroczystego Zakończenia Sezonu 35-tego GRAND PRIX Warszawy, które fetować będziemy 26 listopada "U Bartołdów" w lokalu "Feta".
Serdecznie zapraszamy!
1. Szymon Mirecki Follow Me 3, 2, 1, 1, 6, 1, 4 12 pkt.
2. Radomił Maciak Soul 1, 4, 4, 2, 1, 2, DNF 14 pkt.
3. Jarosław Wąsowski Ognisty Podmuch 5, 5, 2, 8, 5, 3, 3 23 pkt.
4. Jan Domański Uśpiony Grom 4, 6, 9, 6, 3, 4, 1 24 pkt.
5. Jacek Paluszkiewicz Rozwiany Dym 2, 3, 3, 4, 2, DNC, DNC 24 pkt.
6. Wojciech Chodkowski Misja DSQ, 1, 5, 3, 4, 5, DNF 28 pkt.
7. Krzysztof Budek Nieuchwytny Cel 6, 7, 6, 7, 7, 6, 2 34 pkt.
8. Rafał Iwanicki Fate 7, 9, 7, 5, 9, DNF, DNC 47 pkt.
9. Wojtek Koblak Szalony Cień 8, 8, 8, 9, 8, DNF, DNC 51 pkt.
PUCHAR SZEFA SZTABU GENERALNEGO
Regaty odbyły się 25-26 września 2010 w ośrodku WAT. Fantastyczna pogoda - ciepło, słonecznie, wiatr tylko w I wyścigu trochę słabszy - 1-2?B, w pozostałych czterech 2-3?B, idealne warunki. Trochę niedosytu z powodu długości tras - miał być trójkąt i śledĽ, a we wszystkich wyścigach trasa była skrócona do 1 trójkąta. Wyścigi trwały ok. 20 min, a potem prawie godzinne oczekiwanie, aż skończą inne klasy; można to było lepiej wykorzystać.
Pod nieobecność Soula, Misji i Błękitnego Wiatru, na starcie stanęło 7 Tang, a regaty były nawet dość liczne - 53 jachty (najwięcej w SKIPPI - 12 i w Omedze turystycznej -
9 jachtów).
I wyścig przy słabym wietrze wygrał Szymon na Follow Me do ostatnich metrów walcząc
z Rozwianym Dymem. Na III miejscu finiszował Rafał na Fate, choć już z dużą stratą do prowadzącej dwójki. II wyścig Follow Me wygrał z bardzo wyraĽną przewagą, a Rozwiany Dym kończył na II pozycji, o pół długości jachtu przed doganiającym go Jaśkiem na Uśpionym Gromie.
W III wyścigu kolizja z nieustępującą Sympatią (jacyś dywersanci z Sieradza!) spowodowała, że Dym wyszedł ze startu ostatni, a Follow Me po dobrym starcie z dużą przewagą nad pozostałymi jachtami, samotnie przebył trasę i osiągnął metę niezagrożony, uzyskując komplet I miejsc w pierwszym dniu zawodów.
Rozwiany Dym nie dając za wygraną w szybkim tempie odrabiał straty. Po wyjściu na ostatnią prostą na 5 pozycji, osiągnął metę jako drugi dosłownie o metr przed Fate.
W niedzielę pogoda dopisywała podobnie jak w sobotę, choć momentami niebo było zachmurzone. Odbyły się dwa wyścigi. Pierwszy z nich po bardzo dobrym starcie
i prowadzeniu przez cały wyścig wygrał Dym, przed Follow Me; trzeci ukończył Uśpiony Grom.
W ostatnim wyscigu nie wystartowały Follow Me i Dym mając już zapewnione I i II miejsce w regatach. Dramatyczna walka o III miejsce na podium toczyła się między Gromem a Fate. Mając dużą przewagę na kursie spinakerowym Jasiek na Gromie był już prawie pewien sukcesu, jednak walka toczyła się do ostatniej chwili i metę jako pierwszy osiągnął Rafał na Fate, zapewniając sobie tym samym miejsce na pudle, a Jasiek zakończył regaty na najbardziej nielubianej pozycji IV.
Kuba na Ognistym Podmuchu miał lepsze i gorsze wyścigi, w efekcie zajmując miejsce V. Arek na Nieuchwytnym Celu, mając duże problemy z obsadą załogi, co odbiło się zwłaszcza na obsłudze spinakera, zajął VI miejsce.(A w sobotę na Polsacie leciał film "Nieuchwytny Cel"
z Van Dammem - zbieżność zupełnie przypadkowa, film nie był inspiracją do nadania nazwy jachtu, ale zawsze można opowiadać, że Nieuchwytny Cel był w telewizji i to przez ponad półtorej godziny!)
Wojtek na Szalonym Cieniu tym razem testował pełnowymiarowe zagle wypożyczone na te regaty od Misji. Test wypadł o tyle pozytywnie, że mógł żeglować szybciej i ostrzej, nawiązując równą walkę z resztą stawki, jednak mając podobne problemy z załogą - tracił na kursach spinakerowych, zwłaszcza podczas stawiania i zrzucania spinakera. Sam przyznał się również do wielu błędów - w efekcie VII miesjce. Jednak znając ambicje tego zawodnika, można liczyć na udane starty w przyszłym sezonie (i nie tylko!). Proces znalezienia dobrej załogi i ich zgrania jest procesem długim i trudnym, a efektu można się spodziewać dopiero po długotrwałym treningu, zwłaszcza, że klasa Tango reprezentuje sobą całkiem niezły poziom.
Mile zaskoczyło nas zakończenie regat, które odbyło się bardzo uroczyście i sprawnie już
o godz. 1400. Wyjątkowe szczęście w losowaniu cennych nagród miała tym razem klasa Tango. Nawigacje jachtowe przypadły dla Fate, Dymu i Groma, a po podobne nagrody, mimo kilkukrotnego wyczytywania, nie zgłosiły się załogi Celu i Cienia
bo po prostu odpłynęły
i nie było ich podczas uroczystości zakończenia regat, a szkoda, bo nagrody były niezłe.
1. Szymon Mirecki Follow Me 1, 1, 1, 2, DNC 5 pkt.
2. Jacek Paluszkiewicz Rozwiany Dym 2, 2, 2, 1, DNC 7 pkt.
3. Rafał Iwanicki Fate 3, 4, 3, 4, 1 11 pkt.
4. Jan Domański Uspiony Grom 4, 3, 5, 3, 2 12 pkt.
5. Kuba Wieczyński Ognisty Podmuch 6, 5, 4, 5, 3 17 pkt.
6. Arkadiusz Maj Nieuchwytny Cel 5, 6, 6, 6, 4 21 pkt.
7. Wojtek Koblak Szalony Cień 7, 7, 7, 7, 5 26 pkt.
BŁĘKITNA WSTĘGA YKP
Po wietrznym tygodniu w weekend nastąpiła "dziura wiatrowa". W dodatku prąd był bardzo odczuwalny - osiągnął do 3 km/h (w Jadwisinie Zalew jest dość wąski). Planowano rozegrać 4 wyścigi.
W sobotę po uroczystym rozpoczęciu regat ledwo odczuwalny wietrzyk powiał "lekutko" najpierw z południa, a potem po zmianie o 180° z północy. Komisja z mozołem ustawiała a potem przestawiała trasę. W końcu jachty wystartowały. Co prawda nie wszystkie od razu. Start ustawiony na wiatr, ale i pod prąd spowodował, że niektóre jachty potrzebowały blisko 10 minut na przekroczenie linii startu. Równowaga była istotnie bardzo chwiejna, prędkość jachtu, którą dawał wiatr, a właściwie wiaterek czy może raczej powiew była tak mała, że prawie całkowicie niwelował ją silny nurt. Chwilami jachty stały z delikatnie wypełnionymi żaglami lub wręcz zpływały do tyłu.
Trasa (2 śledzie), mimo, że bardzo krótka, stanowiła ogromne wyzwanie. Zwłaszcza górna boja "pracująca" na nurcie była istotnym problemem. Trzeba ją było "atakować" połówką z dużym zapasem wysokości, bo przyjęcie kursu bajdewind było z góry skazane na niepowodzenie. Kilka niefortunnych jachtów znalazło się w tej pułapce - nagle zaatakowała ich boja! Nie odbyło się bez kilku karnych kółek za dotknięcie znaku. Ale tak już jest, czasem boje znienacka atakują (zwłaszcza gdy ta odrobina powiewu zrobi sobie chwilę przerwy).
Ze startu najlepiej wyszedł Soul, tuż po nim Rozwiany Dym, który startował z góry z niewielkiego falstartu. Z początku Soul wysunął się wyraĽnie do przodu, ale potem odważnie rzucił się w nurt Bugonarwi i w ten sposób Rozwiany Dym pierwszy osiągnął górny znak 30m przed Soulem. Z wiatrem i z prądem szło dużo łatwiej. Na kursie pełnym Soul dzięki lepszej pracy spinakera wysunął się na prowadzenie. A potem na następnym okrążeniu już tylko powiększał swoją przewagę. Metę osiągnął prawie 200 metrów przed Dymem, mijając po drodze wszystkie jachty klas T (które startowały 5 minut przed Tangami).
Na III miejscu zameldowała się Misja. Follow Me po starcie z drugiej linii miał za dużo dystansu do nadrabiania i w efekcie zajął miejsce IV. Zmiana żagli na Fate przyniosła efekt - V miejsce, choć Rafał był mocno naciskany przez Kubę na Ognistym Podmuchu (VI miejsce). Strażak na Nieuchwytnym Celu po bardzo dobrym starcie, na metę dopłynął na VII pozycji.
Wojtek na Szalonym Cieniu - VIII miejsce - bardzo ładnie poradził sobie z Jankiem na Uśpionym Gromie (IX) i Marcinem na Błękitnym Wietrze (X), choć Marcin po 8- minutowym parkowaniu przed linią startu (mimo niezwykle intensywnych wysiłków całej załogi) potem całkiem nieĽle odrobił stracony dystans i w końcówce "złapał kontakt" z rywalami. Drugiego wyścigu już nie było.
W sobotni wieczór wszyscy zamienili talony z wpisowego na poczęstunek w barze "Korsarz". Przy okazji obchodziliśmy imieniny Jacka Kotkiewicza z zaprzyjaĽnionego Pulsar, Jacek Orliński zresztą też miał tego dnia imieniny.
Wieczorem grała całkiem niezła kapela rockowa. Niektóre załogantki przy porywającym bluesie tańczyły nawet na stole! Potem poszantowaliśmy trochę na jednym z jachtów, rozgrzewając się przed czekającą nas chłodną nocą "kto czym tam miał", a w końcu po "Pożegnaniu Liverpoolu" wszyscy rozeszli się na nocleg.
W niedzielę skrajnie optymistycznie nastawiony Igor Rubinkowski miał nadzieję na rozegranie nawet 3 wyścigów, ale wiatru "nie dowieĽli". Długo utrzymująca się mgła i totalny brak ruchu powietrza obróciły w niwecz te ambitne zamierzenia. Tak więc regaty zakończyły się po jednym sobotnim wyścigu.
Błękitną Wstęgę - główne trofeum regat, zdobyła załoga Radka na Soul, choć wyścig o Błekitną Wstęgę miał się odbyć w niedzielę ze wspólnego startu. Ale skoro nie mógł się on odbyć, a Soul wygrał bezapelacyjnie jedyny wyścig tych regat, więc Wstęga trafiła zgodnie z jej przeznaczeniem - do najszybszego jachtu.
I znowu się namieszało w punktacji Grand Prix...
MISTRZOSTWA WARSZAWY JACHTÓW KABINOWYCH 2010
Regaty odbyły się w dniach 03-04 września w Nieporęcie. Na starcie stanęło 45 jachtów. Dwie najliczniejsze klasy to TANGO i SKIPPI 650 - po 11 jachtów. Z planowancych 7 wyścigów udało się rozegrać 5. W sobotę początkowo wiało dosłownie nic i to jeszcze ze zmiennych kierunków. Komisja wychodziła z portu i kilkukrotnie odraczała wyścigi - zarówno na brzegu jak i na wodzie. W końcu udało się - wiatr trochę powiał. Rozegrano 2 wyścigi. Pierwszy wyścig wygrał Rozwiany Dym, przed Radkiem na Soul i Jarkiem na Ognistym Podmuchu. Drugi wyścig wygrał Soul przed Dymem i Podmuchem. W sobotnich wyścigach nie wystartowała Misja, bo Wojtek od 16 miał jakieś poważne obowiązki rodzinne. Paweł na Nieuchwytnym Celu nie wystartował w II sobotnim wyścigu. W niedzielę wiatr wiał z siłą 2-3?B i rozegrano 3 wyścigi. III wyścig wygrał Soul przed Misją i Dymem, IV Dym przed Soulem i Konradem na Follow Me. O tytule Mistrza Warszawy miał zadecydować V wyścig: 2 jachty miały równe szanse: Soul i Dym. Niedługo po starcie było już wszystko jasne - Soul pierwszy osiągnął nawietrzny znak; Dym po słabym starcie był tam dopiero VI w kolejności i potem niewiele udało mu się nadrobić. Soul ukończył na I miejscu, druga była Misja, trzeci Uśpiony Grom, Dym dopiero IV. W regatach tych tradycyjnie, jak to na Mistrzostwach Warszawy, bardzo przeszkadzały kępy wodorostów, pływające gałęzie itp. Łatwo można było coś złapać na miecz albo płetwę sterową, co mocno przeszkadzało w żegludze, ale widać to jest taka pora - zjawisko pływających kęp towarzyszy Mistrzostwom Warszawy często, ale w innych terminach na szczęście nie występuje.
Mistrzami Warszawy została załoga Radka pływająca na Soul. Choć miał on w ogóle nie pływać, bo w ostatniej chwili okazało się, że brakuje mu ludzi, w końcu się zorganizował, obudził Filipa i pojechał nad Zalew, gdzie jeszcze uzupełnił skład załogi o dobrego fachmana Maćka. Soul wygrał 3 z pięciu wyścigów, 2 razy był drugi (5pkt). Załoga Rozwianego Dymu musiała zadowolić się II miejscem: 2 miejsca I, jedno II , jedno III i jedno IV (7pkt). Wysokie III miejsce zajął Jasiek na Uśpionym Gromie (16pkt), po bardzo wyrównanej walce z Konradem na Follow Me (17pkt) IV. Jarek na Ognistym Podmuchu spadł na V miejsce (19pkt) - chyba drugiego dnia częściej niż inni zbierał wodorosty na miecz. Wojtek na Misji nie mógł zostać w sobotę na wyścigach, które odbywały się bardzo póĽno i mając dwa DNC nie mógł się liczyć w walce o podium, ale dwa II miejsca i jedno IV pokazują, że wciąż jest groĽnym rywalem. Paweł na Nieuchwytnym Celu zdecydowanie poniżej własnych oczekiwań - ostatecznie VII miejsce w regatach. Wojtek na Szalonym Cieniu zajął VIII miejsce - tym razem wygrał z 3 jachtami, radząc sobie na trasie całkiem nieĽle, zostawiając za sobą w niektórych wyścigach Nieuchwytny Cel i Fate. Rafał pływał na Fate - miejsce IX - potencjalnie bardzo szybkiej łódce z fatalnymi żaglami. Dopóki nie będzie miał dobrych żagli, trudno mu będzie nawiązać kontakt z czołowymi jachtami. Debiutantem był Marcin Bartołd na Błekitnym Wietrze. Łagodne warunki wietrzne predysponowały do nauki testowania spinakera. Z teorią zapoznał się w porcie, podobnie jak ze sposobem przygotowania żagla do postawienia na jachcie. Ale jego wesoła kompania zbyt dosłownie odebrała wskazówki otrzymane od doświadczonych spinakerowców i próbowała stawiać spinakera na każdym kursie oprócz halsówki, w związku z czym Błekitny Wiatr często żeglował w poprzek trasy zamiast w kierunku następnego znaku (cóż, spinaker "naglił"). W ten sposób w 2 wyścigach nie wyrobili się w limicie czasu, ale nawet ponton czekający przy boi, żeby ją zabrać, nie był w stanie ich zdeprymować. Gdy rozsądnie zrezygnowali ze stawiania spina w ostatnim wyścigu, wygrali nawet z Ognistym Podmuchem, żeglujacym na spinakerze. Drugim debiutantem był Michał Dąbrowski na Magellanie. Rewelacja! Mimo, że jacht był 2 razy cięższy niż którykolwiek z pozostałych, a warunki stanowczo za łagodne, walczył dzielnie. W warunkach o silniejszym wietrze do 4-5?B z pewnością pływałby skuteczniej i miałby duże szanse powalczyć z pozostałymi załogami, które w tym czasie "walczyłyby o życie" na dużo lżejszych łódkach.Brak Szymka na tych regatach nieĽle przemieszał punktację GRAND PRIX - Prezes Follow Me spadł chwilowo na III miejsce (36pkt), bo dzięki wysokiej punktacji na I przesunął się Dym (45pkt), a na drugie Grom (40pkt).
1. Radomił Maciak Soul 2, 1, 1, 2, 1 5 pkt.
2. Jacek Paluszkiewicz Rozwiany Dym 1, 2, 3, 1, 4 7 pkt.
3. Jan Domański Uśpiony Grom 5, 4, 4, 6, 3 16 pkt.
4. Konrad Masłowski Follow Me 4, 5, 5, 3, 6 17 pkt.
5. Jarek Wąsowski Ognisty Podmuch 3, 3, 6, 7, 10 19 pkt.
6. Wojtek Chodkowski Misja DNC, DNC, 2, 4, 2 20 pkt.
7. Paweł Nawrocki Nieuchwytny Cel 8, DNC, 7, 5, 5 25 pkt.
8. Wojtek Koblak Szalony Cień 6, 6, 8, 9, 8 28 pkt.
9. Rafał Iwanicki Fate 7, 7, DNC, 8, 7 29 pkt.
10. Marcin Bartołd Błękitny Wiatr DNF, DNF, 9, 10, 9 40 pkt.
11. Michał Dąbrowski Magellan 9, DNF, 10, 11, DNC 42 pkt.
MISTRZOSTWA POLSKI JACHTÓW KABINOWYCH 2010
Regaty odbyły się w Giżycku 13-15 sierpnia 2010r. można powiedzieć, że już przed regatami odnieśliśmy sukces jako klasa. 57 jachtów na Mistrzostwach Polski to nie za wiele, Tango - 10 jachtów było drugą co do liczebności klasą po T2 (17 jachtów).
Regaty zaplanowano na 3 dni, ale rozegrano praktycznie 1 dzień. W piątek 13-tego (data najbardziej pechowa z możliwych!) wiatr wiał o 8 rano z siłą 3°B, podczas otwarcia regat o godz. 10.00-10.30 zjechał do spokojnej " dwójeczki", gdy jachty wypływały z portu na akwen na spokojnej "1" dało się jeszcze dopłynąć do startu. Ale o godz. 12.00. na którą zaplanowany był start do wieczora wiatr osiągnął stałą prędkość 0°B! Zawodnicy czekali około 4 godzin, najczęściej nie na jachcie ale tuż obok (temperatura powietrza 35°C, wody 27-28°C), uprawiając inne niż żeglarstwo sporty wodne: freesbee, skoki do wody z akrobacjami, ujeżdżanie obijaczy w wodzie, holowanie jachtów żabką za cumę, siatkówka wodna itp.
W sobotę wiało 3-4°B i udało się rozegrać 5 wyścigów. I wyścig wygrał Soul przed Follow Me, na dalszych miejscach kolejno: Dym, Misja i Podmuch. W II wyścigu Prezes wziął się w garść i Follow Me wygrał po zaciętej walce z Dymem, następnie finiszowały Soul, Misja i Podmuch.
Ciekawa przygoda wydarzyła się Michałowi na Błękitnym Wietrze. Jako taktyka miał na pokładzie dobrego zawodnika -załoganta z 420-ki, Jędrka Winnickiego. Postanowili sprawdzić wariant startu przy samym statku komisji z góry. Jednak ten eksperyment pokazał, że 420 i Tango to dość różne jachty i nieco inaczej reagują na wiatr o sile 4°B (różnica masy 5-krotna !) a Tango nie jest w stanie zrobić takiego manewru jak 420-ka. W efekcie silnego uderzenia w statek komisji Regatowej pogięła się drabinka na statku (pójdzie z ubezpieczenia OC) a Błękitny Wiatr rozbił dziób. Ten jacht ma stanowczo zły zwyczaj wsadzania dzioba nie tam gdzie trzeba...Trochę szkoda, bo od wiosny miał bardzo nowy dziób...
Wyścig III wygrał Dym przed Follow Me, Soulem, Misją i Fate.
Najwięcej działo się w IV wyścigu. Follow Me po awarii grota, którą usuwał między wyścigami, spóĽnił się na start o dobre 200-300 metrów i można było oczekiwać, że chyba nie będzie się już liczył w tym wyścigu. Prowadzący po śledziu Dym zbyt mocno wybrał fał spinakera, tak, że węzeł przy rogu fałowym zablokował się w pierścieniu przy bloku na maszcie. Nie pomogło wieszanie się na spinakerze prawie 100-kilogramowego Włodka. Mimo, że kurs pełny się skończył, żagiel złośliwie nie dawał się zrzucić. Załoga z żalem żegnała się z dolą boją i zamiast halsować do góry po trasie, Dym w szybkim tempie zbliżał się do brzegu a krzyż w. Brunona rósł w oczach. Dopiero po 300 metrach udało się w końcu zrzucić spinaker, ale nie było już sensu wracać na trasę.
Soul również walczył ze spinakerem - a w zasadzie z dwoma, bo przez dużą część trasy miał dwa: górny i dolny z mocnym przewężeniem w środku. Tymczasem Follow Me mimo dużego spóĽnienia na starcie w szybkim tempie odrabiał straty i w końcu... wygrał ten wyścig! Tym razem Misja była II, Soul III a potem Fate i Podmuch.
Wyścig V ugruntował wypracowany układ sił: wygrał Follow Me przed Dymem, Soulem, Misją, Fate i Podmuchem.
W niedzielę Komisja co prawda puściła wyścig po 2 godzinach odraczania (przez ten czas załogi broniły się przed upałem podobnie jak pierwszego dnia regat-głównie w wodzie) ale i tak wyścig ten został przerwany po 20 minutach.
Ostatecznie regaty wygrał Szymon na Follow Me -wygrywając 3 wyścigi z 5-ciu. II miejsce zajął Dym. III miejscem zadowolić się musiał zeszłoroczny Mistrz Polski - Radek na Soulu. Równo i wysoko żeglował Wojtek na Misji - w efekcie miejsce tuż przy podium - IV.
Rafał na Fate (choć wśród niektórych utrwaliła się nazwa Feta) zajął miejsce V. VI miejsce dla Ognistego Podmuchu - debiut w Mistrzostwach Polski Artura Wąsowskiego.
Miejsce VII zajął Michał Nischk na Błękitnym Wietrze nieco stremowany bliskim kontaktem ze statkiem Komisji Regatowej. Wojtek na Szalonym Cieniu zajął VIII miejsce (najstarsze Tango na Mistrzostwach). Zdecydowanie poniżej własnych oczekiwań (IX miejsce) Michał Wójcik na Uśpionym Gromie, który przyjechał dosłownie w ostatniej chwili (załoga nocował przed bramą LOK-u w jachcie na przyczepie ), a wodował się podczas uroczystości otwarcia regat. Jednak to dzięki odważnej decyzji Michała, żeby przywieĽć jednego dnia 2 jachty (Wiatr i Grom) mogło być nas tak dużo. Stawkę zamknął na X miejscu Jacek Krasnodębski na Pielgrzymie - jedyny jacht z obrotowym mieczem na tych regatach.
Zakończenie regat odbywało się przy 35° upale. Losowane nagrody przyniosły sporo radości: Koszał wylosował silnik elektryczny, załogant z "Pielgrzyma" - Bartek - echosondę, Prezes - kosz wiktuałów z Gospody "Pod Czarnym Łabędziem".
1 Szymek Mirecki Follow Me 2,1,2,1,1 5 pkt.
2 Jacek Paluszkiewicz Rozwiany Dym 3,2,1,DNF,2 8 pkt.
3 Radek Maciak Soul 1,3,3,3,3 10 pkt.
4 Wojtek Chodkowski Misja 4,4,4,2,4 14 pkt
5 Rafał Iwanicki Fate 8,6,5,4,5 20 pkt.
6 Artur Wąsowski Ognisty Podmuch 5,5,7,5,6 21 pkt.
7 Michał Nischk Błekitny Wiatr DNF,7,6,6,7 26 pkt.
8 Wojtek Koblak Szalony Cień 6,8,8,7,9 29 pkt.
9 Michał wójcik Uśpiony Grom 7,9,9,8,8 32 pkt
10 Jacek Krasnodębski Pielgrzym DNF,10,DNF,9,10 40 pkt.
REGATY BOATSHOW, GIŻYCKO
W regatach udział wzięły 4 Tanga. Najnowsze Tango - Fate Rafała Iwanickiego, przywieziony na Mazury dopiero w pierwszym dniu regat, nie zdążył wziął udziału w sobotnich wyścigach, bo się jeszcze taklował. Startował dopiero w niedzielę. Wygrał Szymon na Follow Me, przed Radkiem na Soul, Wojtkiem na Misji i Rafałem na Fate. Warto zwrócić uwagę, że nazwy jachtów, które brały udział w imprezie, mocno działają na wyobraĽnię: "PójdĽ za mną", "Dusza", "Misja", "Przeznaczenie"... To chyba jasne, że taka klasa musi się rozwijać.
PUCHAR PREZESA PZŻ, MIKOŁAJKI
Jezioro Mikołajskie jest trudnym akwenem do rozgrywania regat. Jeśli w dodatku nic nie wieje... Ale wyścigi trzeba było przeprowadzić. Frekwencja była bardzo słaba - w sumie 13 jachtów kabinowych (w tym 4 Tanga) i 12 Omeg, które startowały w Grand Prix Mikołajek. le się stało, że w tym samym czasie w Sztynorcie odbywały się regaty Puchar Lenowo, ponieważ przyczyniły się one do tak niskiej frekwencji w Mikołajkach. Misja pojechała do Sztynortu i podobnie jak w zeszłym roku Wojtek wygrał! W Mikołajkach oprócz znanych nam Soul, Fate, Ognistym Podmuchem (tym razem za sterem najmłodszy z Wąsowskich - Artur), pojawił się jeden jacht mazurski Anioł - jakże wspaniałe uzupełnienie ciągu nazw jachtów poprzednich regat... Rozegrano 4 wyścigi, choć naprawdę ze względu na ilość wiatru najwyżej jeden był w miarę sensowny. Pozostałe wyścigi stanowiły raczej test na odporność psychiczną. Wygrał Radek na Soul (3 wyścigi wygrane), przed Arturem na Ognistym Podmuchu, który też wyrgał 1 wyścig. Rafał na Fate był III, choć miał tyle samo punktów co Artur (również wygrał 1 wyścig) - przy remisie decydowało lepsze miejsce w ostatni wyścigu. Grzegorz Wejkuć, Anioł, zajął IV miejsce.
PUCHAR KLASY TANGO, 26-27 czerwca 2010
Tym razem Puchar Klasy Tango rozgrywaliśmy w Zegrzu Północnym współpracując z WKTW Laguna. Regaty odbyły się w dniach 26-27 czerwca 2010. Zgłosiło się 18 jachtów: po 2 w klasach Omega i T2, po 3 w Sympathy i T1 oraz 8 Tang. Pogoda naprawdę dopisała. w sobotę odbyły się 3 wyścigi, w niedzielę 2. W sobotę planowano wyścigi krótkie, a w niedzielę długie, jednak wypadło zupełnie na odwrót.Wiatr wiejący nieco skośnie od brzegu z siłą 3-4?B z bardzo wyraĽnymi odkrętkami sprawił wiele niespodzianek zawodnikom. Poza tym jest to wyjątkowo trudny akwen do przeprowadzenia regat ze względu na rozległe mielizny, które znajdują się nie wiadomo gdzie, ale prawie każdy zawodnik wie, że do najbliższego lądu w pionie (definicja głębokości) jest tu zawsze bardzo blisko. Ten kontakt z lądem był często osiągany w sposób gwałtowny i niezamierzony. Nie odbyło się bez strat w sprzęcie i niestety w ludziach. Załoga Rozwianego Dymu po wejściu na mieliznę wykonała gwałtowny piruet, przy zablokowanej płetwie sterowej w górnym jej położeniu (tak, że sternikowi Joli udało się wyjść spod rumpla dopiero przy pomocy załogi). W czasie tej niekontrolowanej zmiany kursu bom (jak sama nazwa wskazuje) pozbył się całej "niepotrzebnej" załogi - skosił załogantkę Magdę z dużą siłą uderzając ją w tył głowy. Magda to wyjątkowo "twarda sztuka" i od lat znana jest ze swojej "mocnej głowy". Jednak ten wypadek był naprawdę groĽny. Po dotransportowaniu poszkodowanej na brzeg, wezwano najpierw karetkę wodną WOPR, ratownicy medyczni wezwali Pogotowie Ratunkowe i delikwentka została zawieziona do szpitala w Nowym Dworze, gdzie po badaniu rentgenem można było wykluczyć poważniejsze konsekwencje tego wypadku. Przy zaleceniu, że Magda ma przez 3 dni szczególnie się oszczędzać, nie robić rzeczy wymagających większego wysiłku i ogólnie się obserwować, w niedzielę dołączyła do załogi i uczestniczyła w obu wyścigach, a potem także w akcji wyciągania jachtów z wody.
W sobotę 3 wyścigi odbyły się trasie 2 śledzie. Pierwszy z nich, zaplanowany jako krótkodystansowy, trwał nieco ponad półtorej godziny, II przy wyraĽnie skróconej trasie - niewiele krócej, III został skrócony radykalnie i trwał zaledwie ok. 50 minut.
Mocne odkrętki wiatru powodowały, że wśród jachtów występowały ostre przetasowania w czasie wyścigów. I wygrał Paweł Nawrocki na Nieuchwytnym Celu przed Mateuszem na Follow Me i Jaśkiem na Uśpionym Gromie. II wyścig wygrał Grom przed Celem i Follow Me, a III Follow Me przed Celem i Gromem. W ten sposób czołówka zdecydowanie się ustaliła. W ostatnim sobotnim wyścigu na Szalonym Cieniu pękł saling, a wskutek tego również maszt. Wojtkowi było szczególnie szkoda, zwłaszcza, że w poprzednim wyścigu zajął dobre IV miejsce i widać było, że ma chęć namieszać w środku stawki.
Wieczorem odbyło się ognisko. Kasia Brenda przygotowała znakomity smalec i doskonałe ogórki małosolne, a kiełbasek do pieczenia na ogniu można było brać do woli. piewanie przy dĽwiękach gitary repertuaru nie tylko szantowego, zakończyło się ok. godz. 3, bo podobno jak jest już widno to przy ognisku nie ma takiego "klimatu".
Formą błysnęła Jolka 2 razy (raz z gitarą przy ognisku, drugi raz na wodzie). Wyścig IV wygrał Wojtek na Misji przed Nieuchwytnym i Rozwianym, a wyścig V wygrała Jolka na Rozwianym Dymie przed Ognistym Podmuchem i Nieuchwytnym Celem. Mateusz, który chyba nie chciał już startować w wyścigach niedzielnych, przed wyjściem na wodę urwał sobie fał foka i dzięki temu jacht mógł nie opuszczać dobrej miejscówki w porcie, a załoga mogła obserwować wyścigi z brzegu.
O wyrównanej rywalizacji w tych regatach świadczy fakt, że każdy wyścig wygrywał inny jacht: I - Nieuchwytny Cel, II - Uśpiony Grom, III - Follow Me, IV - Misja, V - Rozwiany Dym. Kuba na Ognistym Podmuchu też miał swoje "5 minut" - II miesjce w V wyścigu. W rezultacie w ostatecznym podliczeniu zajął miejsce VI. Najmniej korzystny układ miał Arek na Błękitnym Wietrze - zajął w każdym wyścigu miejsce V - choć w jednym prowadził 3 trasy, ale w efekcie dało mu to ogólnie VII miejsce.
Regaty wygrał Paweł na Nieuchwytnym Celu, który każdy wyścig kończył w pierwszej trójce. Na II miejscu został Jasiek na Uśpionym Gromie. Mateusz na Follow Me szczęśliwie pozostał na pudle na III miejscu, mimo nie startowania w obu niedzielnych wyścigach. Kolejne miejsca od III do VI dzielił za każdym razem zaledwie 1 punkt. IV miejsce zajął Wojtek na Misji - wyraĽnie lepiej mu szło w niedzielę niż w sobotę; miejce V Jolka na Rozwianym Dymie (a po sobocie był Dym VIII miejcu) - dzięki III i I miejscu. Szalony Cień znowu był jednak VIII, mimo że po sobocie zajmował wyższą lokatę, jednak III wyścigu nie ukończył po złamaniu masztu i potem nie miał już jak startować.
Dość wcześnie odbyło się zakończenie regat - już o godz. 1400. Były puchary i trochę nagród losowanych wśród wszystkich uczestników. Puchary wręczali Komandor WKTW Laguna Piotr Bucki oraz Prezes SK Tango Szymon. Największy puchar, za zajęcie VIII miejsca w regatach, otrzymała załoga Szalonego Cienia. Również do tej załogi trafił najmniejszy puchar "Dla największego pechowca", wyciągnięty jak królik z kapelusza - ze środka dużego pucharu.Fundatorem obu tyvh pucharów był Andrzej Skrzat, który zawsze z dużym sentymentem traktuje klasę Tango. Regaty przebiegały w miłej, koleżeńskiej atmosferze i myślę, że takie wrażenie zostanie wśród wszystkich uczestników. A następna impreza dopiero w pierwszy weekend września. Jesienną rundę GRAND PRIX rozpoczynają Mistrzostwa Warszawy.
1. Paweł Nawrocki Nieuchwytny Cel 1, 2, 2, 2, 3 7 pkt.
2. Jan Domański Uśpiony Grom 3, 1, 3, 4, 6 11 pkt.
3. Mateusz Probola Follow Me 2, 3, 1, DNC, DNC 15 pkt.
4. Wojtek Chodkowski Misja DNF, 7, 4, 1, 4 16 pkt.
5. Jola Paluszkiewicz Rozwiany Dym 6, DNC, 7, 3, 1 17 pkt.
6. Kuba Wieczyński Ognisty Podmuch 4, 6, 6, 6, 2 18 pkt.
7. Arkadiusz Maj Błekitny Wiatr 5, 5, 5, 5, 5 20 pkt.
8. Wojtek Koblak Szalony Cień 7, 4, DNF, DNC, DNC 29 pkt.
REGATY WIĘTOJAŃSKIE, 19-20 czerwca 2010
Tradycyjnie na pożegnanie wiosny i powitanie lata odbywają się Regaty więtojańskie. Tym razem weekend wypadł w dniach 19-20 czerwca. Do WODNIKA zjechało raptem 16 jachtów: 3 Sypatie,
W sobotę odbyły się 3 wyścigi, 2 po trasie "góra-dół" i jeden długodystansowy, start-meta przed kanałem, trasa dokoła wyspy transformatorowej i boja zwrotna przy Eusebii - to był naprawdę long dystans. Przy wietrze 3-4?B I wyścig wygrał Rozwiany Dym z nieznaczną przewagą nad Follow Me. Trzeci na mecie zameldował się Paweł Nawrocki na Nieuchwytnym Celu. II wyścig wygrał Szymon na Follow Me (mimo kary 2 obrotów), bardzo odważnie odrabiający na spinakerze straty do prowadzącego przez większą część wyścigu Rozwianego Dymu. Na ostatniej dolnej boi Follow Me objął prowadzenie, a na mecie jako drugi dosłownie o metr przed Rozwianym wśliznął się jeszcze Nieuchwytny Paweł.
Wyścig długodystansowy generalnie wygrała Sympatia Jacka Orlińskiego, która ze znaczną przewagą ukończyła trasę przed Tangami. W pierwszej fazie wyścigu na czele stawki Tang był Follow Me oraz Uśpiony Grom, dobre 200 metrów straty miała druga para: Nieuchwytny i Rozwiany. Sporego pecha miał Kuba na Ognistym Podmuchu, ponieważ przyzwyczajony do lewoskrętnych tras z początku chciał brać wyspę transformatorową lewą burtą, a miał dobrą pozycję. Po spotkaniu się z pozostałymi Tangami za wyspą zrozumiał swój błąd i zgodnie z przepisem 28.1 (zasada nitki) musiał wrócić i ominąć wyspę z "dobrej strony", co kosztowało go ogromną stratę dystansu. Tym razem szczęście sprzyjało Rozwianemu Dymowi. Przy nierównym wietrze (odkrętki ze zmienną siłą od fordewindu do pełnego bajdewindu) sporo szczęścia i efektywna praca spinakera pozwoliły Rozwianemu wyjść na prowadzenie, którego nie oddał do mety. II miejsce zajął Szymon na Follow Me, a III Jasiek na Uśpionym Gromie. Po sobotnich wyścigach na miejscu I (choć raz w tym sezonie) był Rozwiany Dym, na II Follow Me, na III Nieuchwytny Cel.
W niedzielę odbyły się 2 wyścigi na trasie 2 śledzie. Wiatr był nieco słabszy, 2-3B. I wszystko wróciło do normy - oba wyścigi wygrał Szymon na Follow Me i znowu został zwycięzcą całych regat. Rozwiany Dym zajął 2 razy II miejsce z dużą stratą do zwycięzcy i spadł ostatecznie na II miejsce w całych regatach. Zacięta walka toczyła się o miejsce III. Ostatecznie Paweł na Nieuchwytnym Celu utrzymał swoją pozycję (2 miejsca V) choć Jasiek na Uśpionym Gromie doprowadził do remisu punktowego (dzięki III i IV miejscu). Jednak Paweł miał w całych regatach jedno miejsce lepsze i remis został rozstrzygnięty na jego korzyść. W niedzielnych wyścigach dał o sobie znać Wojtek na Misji, zajmując wysokie IV i III miejsce - nieco słabszy wiatr wyraĽnie bardziej mu odpowiadał. Tym razem Kuba na Ognistym Podmuchu z V miejsca po sobocie w efekcie spadł na VI (należy jednak wspomnieć, że miał on najmniejsza powierzchnię spinakera ze wszystkich Tang). Michał na Błękitnym Wietrze zajął miejsce VII, choć daje się u niego zauważyć spore postępy w opanowaniu łódki (zwłaszcza gdy musiał wracać z falstartu w jednym z sobotnich wyścigów). Wojtek na Szalonym Cieniu, żeglując bardzo rozważnie i spokojnie (mając za taktyka Piotra Groszyka), miał niektóre starty bardzo udane, a V miejsce w wyścigu długodystansowym pokazuje, ze jest na dobrej drodze.
Następne regaty odbędą się w WKTW Laguna, Puchar Klasy Tango, organizowane przez Stowarzyszenie naszej klasy. Serdecznie zapraszamy. Obecność obowiązkowa!
1. Szymon Mirecki Follow Me 2, 1, 2, 1, 1 5 pkt.
2. Jacek Paluszkiewicz Rozwiany Dym 1, 3, 1, 2, 2 6 pkt.
3. Paweł Nawrocki Nieuchwytny Cel 3, 2, 4, 5, 5 14 pkt.
4. Jan Domański Uśpiony Grom 4, 4, 3, 3, 4 14 pkt.
5. Wojtek Chodkowski Misja 6, 6, 6, 4, 3 19 pkt.
6. Kuba Wieczyński Ognisty Podmuch 5, 5, 8, 7, 6 23 pkt.
7. Michał Wójcik Błekitny Wiatr 8, 7, 7, 6, 7 27 pkt.
8. Wojtek Koblak Szalony Cień 7, 8, 5, 8, 8 28 pkt.
PUCHAR PREZESA WOZŻ, 12-13 czerwca 2010
Regaty odbyły się w dniach 12-13.06.2010r. w klubie MOS Zegrze. Zgłoszonych zostało 29 jachtów w klasach Omega Sport - 3 i Omega Standard - 2, T1 - 3, T2 - 5, Żagle 500 - 4, Sympathy - 3, Tango - 8 i jeden Hubert. W sobotę przy wietrze 2-3°B rozegrano 5 wyścigów na trasie trapezowej ( z krótką pętlą wewnętrzną). WSZYSTKIE sobotnie wyścigi wygrał Szymon na Follow Me! Z pozostałych jachtów najszybciej żeglował Rozwiany Dym - zajmując 4 razy miejsce II i jeden raz III. Arek na Nieuchwytnym Celu po wyścigach sobotnich zajmował dobre III miejsce, ale Jasiek na Uśpionym Gromie był tuż za nim.
Wieczorem po wyścigach większość zawodników rozjechała się do domów, a warto było zostać. O godz.19.00 rozpoczął się bankiet i to jaki!!! Potrawy na gorąco, na zimno, na wytrawnie i słodko, podane w elegancki sposób ( metalowe sztućce i ceramiczna zastawa stołowa). Suto zastawione stoły dostarczyły zmęczonym 5-cioma wyścigami zawodnikom rozkoszy podniebienia. Rozmowy i tańce trwały do póĽnej nocy i na długo zostanie ten wieczór w pamięci ich uczestnikom.
Następnego dnia, w niedzielę, wiatr nie był już tak pobłażliwy. Wiało 5°B w dodatku porywiście i wielu załogom stwarzało to pewne trudności. Większość się zarefowała lub zmieniła żagle na mniejsze. Odbyły się 2 wyścigi. Pierwszy z nich wygrał Rozwiany Dym przed Uśpionym Gromem. Follow Me zajął w tym wyścigu V miejsce, które było mu potrzebne dla pewności wygrania regat i po awarii achtersztagu nie wystartował w ostatnim.
Przygodę przeżyła również załoga Rozwianego Dymu - na kursie baksztagowym rozleciał się stolik talii grota - łyżka z knagą spadła do kokpitu a bloczek latał luĽno na linie trzymanej ręką sternika, który wydał w tym momencie do załogi nietypową komendę " zbieraj kulki!". Udało się pozbierać wszystkie plastikowe kulki łożyska, przywiązać bloczek dolny talii krawatem i utrzymać I miejsce na mecie w tym wyścigu. Mając pewne II miejsce w regatach i niepewną talię grota, Rozwiany Dym poszedł w ślady Prezesa, zgodnie z nazwą jego jachtu - Follow me! i nie wystartował w ostatnim wyścigu.
Dobrą kondycją swoją i załogi wykazał się Jasiek na Uśpionym Gromie, wygrał ostatni wyścig przed Wojtkiem na Misji, dzięki temu przesunął się na miejsce III w całych regatach. Arek na Nieuchwytnym Celu spadł przez to na IV - najbardziej nielubiane przez zawodników miejsce. Na V sklasyfikowany został Ognisty Podmuch ze sternikiem Kubą, który powoli zaczyna się rozkręcać i z wyścigu na wyścig żegluje coraz lepiej. Wojtek na Misji z zupełnie nową załogą musiał zadowolić się miejscem VI, ale jak popływa trochę w tym składzie, może być znowu groĽny dla najlepszych.
Michał Wójcik na Błękitnym Wietrze przez całe regaty musiał uważać na "prawie urwany" przedłużacz rumpla. Wytrzymałość pękniętego miejsca jast jak wiemy odwrotnie proporcjonalna do siły wiatru na akwenie i przy pewnej ilości °B nawet najbardziej staranne oklejenie taśmą "na gada" nie jest w stanie wytrzymać. Przedłużacz w końcu urwał się ostatecznie i to 10m przed metą ostatniego wyścigu, na sporym przechyle i efektowny piruet mogła podziwiać ze statku Komisja Regatowa. Błękitny Wiatr zajął miejsce VII.
Najwięcej ostrożności wykazał sternik Szalonego Cienia - Wojtek, który rozsądnie ocenił warunki panujące w niedzielę na akwenie i spłynął do portu już przed VI wyścigiem i bardzo słusznie - należy dbać o sprzęt.
Szybko i sprawnie odbyło się zakończenie regat - już o godzinie 14.30.
Dla zwycięzców były puchary i medale, a wszyscy uczestnicy dostali dyplomy! Zostały wylosowane nagrody - koszulki od sponsora. Rozstaliśmy się w bardzo miłej atmosferze, przy deklaracji ze strony Prezesa WOZŻ - Jerzego Durejko, że impreza będzie kontynuowana w następnych latach.
Słowa podziękowania należą się gospodarzowi obiektu - Sławkowi Kalinowskiemu, który stworzył bardzo sympatyczna atmosferę całej imprezy, a bankiet, który zrobił na nas duże wrażenie będziemy długo i mile wspominać.
1. Szymon Mirecki Follow Me 1, 1, 1, 1, 5, DNF 10 pkt.
2. Jacek Paluszkiewicz Rozwiany Dym 2, 2, 2, 3, 2, 1, DNF 12 pkt.
3. Jan Domański Uśpiony Grom 6, 3,4, 4, 4, 2, 1 18 pkt.
4. Arkadiusz Maj Nieuchwytny Cel 3, 6, 3, 2, 6, 3, 3 20 pkt.
5. Kuba Wieczyński Ognisty Podmuch 5, 5, 7, 5, 3, 4, DNF 29 pkt.
6. Wojtek Chodkowski Misja 8, 4, 6, 7, 5, 6, 2 30 pkt.
7. Michał Wójcik Błekitny Wiatr 4, 8, 5, 6, 8, 7, 4 34 pkt.
8. Wojtek Koblak Szalony Cień 7, 7, 8, 8, 7, DNF, DNF 46 pkt.
PUCHAR AUTO PODLASIE, 5-6 czerwca 2010
Na regatach w Jachrance 5-6 czerwca 2010, imprezie rozpoczynającej cykl Grand Prix Warszawy, zebrało się raptem 20 jachtów: 6 Omeg, 6 kabinówek T, T1, T2 połączonych razem w klasę T1, oraz 8 Tang. Była nawet Misja Wojtka Chodkowskiego, która w tygodniu poprzedzającym ten weekend odbyła ciekawą podróż Wisłą do Włocławka (przy tym stanie wody!), gdzie odbywały się od piątku Długodystansowe Mistrzostwa Polski. Ale wyniki w piątkowych wyścigach sprawiły, że Wojtek czym prędzej wrócił ścigać się z nami.
Z planowanych 3 wyścigów z trudem udało się przeprowadzić 2 na trasie 2 śledzie. Dodatkową atrakcją był dość wyraĽny prąd w kierunku zapory i były momenty, że jachty co prawda poruszały się do przodu względem wody, jednak względem brzegu spływały powoli do tyłu, co z ciekawością obserwowali i z lekkim zdenerwowaniem komentowali zebrani na brzegu nasi wierni kibice.
Doskonale popłynął Szymon na Follow Me. Oba sobotnie wyścigi wygrał z kilkusetmetrową przewagą (dublując nawet w II wyścigu całą grupę Omeg i T1 oraz niektóre Tanga). Wojtek na Misji, mając na pokładzie dobrego taktyka w osobie Piotra Groszyka, zajął II miejsce w obu wyścigach po zacieklej walce z Rozwianym Dymem, który musiał zadowolić się dwoma III miejscami.
W niedzielę wiatru było trochę więcej, udało się rozegrać 3 wyścigi. Wyścig III wygrał Rozwiany Dym przed Nieuchwytnym Celem i Misją, wyscig IV znowu Follow Me przed Dymem i Uspionym Gromem, podobnie jak wyscig V tym razem przed Ognistym Podmuchem i Błękitnym Wiatrem.
Regaty ze zdecydowaną przewagą wygrał Szymon na Follow Me (4 pierwsze miejsca na 5 wyścigów!). Na II miejsce udało się wyjść Rozwianemu Dymowi. Misja spadła o jedno oczko, ale utzymała się na pudle - puchar za III miejsce. W tych regatach jednak nawet najlepszym zdarzały się też gorsze starty, np. Follow Me czy Rozwianemu Dymowi - w niektórych wyścigach zajmowały miejsca VI.
W regatach tych pojawiła się nowa jednostka "Nieuchwytny Cel" (ciekawe na jak długo?) - w kręgach wtajemniczonych znana pod roboczą nazwą "Połamaniec", czy wręcz "Złamas". Historia tego jachtu była taka, że dno kadłuba przejściowo nie miało ciągłości i wymagało pewnych drobnych zabiegów szkutniczych. Po dorobieniu do dobrze wysezonowanego kadłuba nowego pokładu i całej reszty, jacht prezentuje sobą całkiem niezłą wartość regatową. Najlepszym tego potwierdzeniem jest wysokie IV miejsce w regatach, choć Krzysztof "Strażak" Budek, żeglował w rodzinnej załodze m.in. z 5-letnim synem Mateuszem.
V miejsce zajął Janek na Uśpionym Gromie, choć jego aspiracje były na pewno większe.
W regatach debiutowała również nowa studencka załoga - szefowie KŻ SGGW - Piotr Bogusz i Krzysztof Urbaniak. Laser Bahia czy Omega, na których najczęściej się ścigają, to trochę inne jachty, jednak ich załoga radziła sobie całkiem nieĽle. Niestety pechowa dyskwa za kilkukrotne machnięcie pagajem po sygnale przygotowania zepchnęła Błękitny Wiatr na VI miesce w regatach.
Zacięta była walka o każde miejsce, nawet VII i VIII. Miejscami tymi podzielili się przy remisie punktowym (decydowały miejsca w wyścigach) Kuba na Ognistym Podmuchu i Wojtek na Szalonym Cieniu.
Summa summarum - słabe warunki wiatrowe, zwłaszcza w sobotę, kłopoty z wyraĽnym prądem, mało jachtów, a jednocześnie bardzo miła atmosfera, bogato zastawiony stół na sobotnim bankiecie i wieczorek szantowy - warto było tam być...
1. Szymon Mirecki Follow Me 1, 1, 6, 1, 1 4 pkt.
2. Jacek Paluszkiewicz Rozwiany Dym 3, 3, 1, 2, 6 9 pkt.
3. Wojtek Chodkowski Misja 2, 2, 3, 8, 5 12 pkt.
4. Krzysztof Budek Nieuchwytny Cel 5, 4, 2, 4, 8 15 pkt.
5. Jan Domański Uśpiony Grom 4, 6, 5, 3, 7 18 pkt.
6. Piotr Bogusz Błekitny Wiatr 7, DSQ, 4, 5, 3 19 pkt.
7. Kuba Wieczyński Ognisty Podmuch 6, 7, 8, 7, 2 22 pkt.
8. Wojtek Koblak Szalony Cień 8, 5, 7, 6, 4 22 pkt.
Zakończenie Sezonu, 20 listopada 2009
W dniu 20 listopada odbyła się miła uroczystość Zakończenia Sezonu Żeglarskiego Grand Prix Warszawy 2009. Na sali zebrało się ponad 100 osób.
Klasa Tango została sklasyfikowana najliczniej - 16 sterników (czyli nawet więcej niż Skippi 650 - 15 sterników) - i na Zakończeniu reprezentowana była silną ekipą. Wśród tłumu rzucali się w oczy Ania i Arek w nowych koszulkach, oznaczających przynależność do załogi Błękitnego Wiatru, choć elegancją najbardziej wyróżniał się armator Misji - Wojtek.
Rozdano puchary i medale dla pierwszej trójki we wszystkich klasach: T, T1, T2, ?, Tango, Skippi, Sympathy. Każdy sklasyfikowany sternik dostał pamiątkowy dyplom. Stowarzyszenie Klasy Tango dla wszystkich sklasyfikowanych sterników przygotowało statuetki w kształcie żagla, wykonane z ciemnego plexi, na drewnianej podstawce z plakietką informującą o zajętym miejscu, nazwisku sternika i nazwie jachtu, którego był sternikiem. Pomysł na statuetki i wykonanie w zakresie własnym - Jacek, Radek i Rafał. Efekt był bardzo dobry. Na te oryginalne "puchary" szczególnie zwrócił uwagę Sekretarz Generalny PZŻ, Zbyszek Stosio, uczestniczący we wręczaniu pucharów. Niestety zawód sprawił nam Andrzej Skrzat, który obiecał pojawić się na zakończeniu, jednak w końcu nie dotarł na uroczystość.
W klasie Tango bezsprzeczne zwycięstwo odniósł NKPP Szymon Follow Me - 80,5pkt, na II miejscu Radek Soul - 62,5pkt (prezes pierwszy, wiceprezes drugi - czyli w dobrym Stowarzyszeniu porządek musi być!), III miejsce - Jacek Rozwiany Dym - 61,5pkt. Piotr na Misji Wojtka Chodkowskiego zajął najmniej lubiane przez zawodników - bo tuż za "pudłem" - miejsce IV. Na miejscach V - VIII było bardzo gęsto, a podział miejsc dokonał się dopiero podczas ostatnich regat. Miejsce V, dzięki zwycięstwu w ostatnich regatach, zajął Jarek Ognisty Podmuch - 34,5pkt, spychając Arka Błękitny Wiatr na miejsce VI - 31,5pkt. Rafał na Haze był ostatecznie VII - 27pkt, natomiast Jaś wylądował na VIII miejscu (byłby wyżej, gdyby nie zaczął się zastanawiać nad nazwą swojego jachtu - Uśpiony a może Utopiony Grom...?). Pozostali zawodnicy mieli zbyt mało startów by zająć lepsze miejsca - uczestniczyli jedynie w 2 imprezach. Paweł na Szalonym Cieniu i Haze w dwóch startach uzyskał 17pkt - w każdej imprezie wygrał po jednym wyścigu i zajął IX miejsce. Jola, startując na Błękitnym Wietrze i Rozwianym Dymie, znalazła się na miejscu X z 10pkt. Kuba na Błękitnym Wietrze uzyskał łącznie 7pkt i zajął XI miejsce, a Robert na Follow Me - 6pkt i XII miejsce. Kolejne miejsca zajęli sternicy przechodni Szalonego Cienia: XIII - Konrad (5pkt), XIV - Zet (3pkt), XV miejsce exequo Michał i Wojtek - po 2pkt (ale liczymy, ze Wojtek się rozkręci - został w tym roku szczęśliwym właścicielem Szalonego Cienia i pewnie go dobrze przygotuje do następnego sezonu).
Minął kolejny rok, kolejny sezon, a już niedługo trzeba będzie się przygotowywać do przyszłorocznego. Kalendarz imprez powoli się już wypełnia. Wiosna prawie na pewno będzie taka, jak w 2009, jesień - prawdopodobnie, choć być może niektóre imprezy będą w innych miejscach, a terminy pozostaną te same. Na razie czekamy do stycznia, kiedy to wszystko powinno się wyjaśnić. I choć jachty będą wodowane dopiero na wiosnę, nie zapadamy w sen zimowy - myślami i tak wciąż jesteśmy gdzieś na wodzie...
Do przyszłego sezonu!
REGATY O PUCHAR MAZOWSZA I PUCHAR BABIEGO LATA, 3-4 paĽdziernika 2009
Regaty odbyły się w dniach 3-4 paĽdziernika 2009 w Nieporęcie. Były to ostatnie regaty cyklu Grand Prix Warszawy. Zaplanowano 6 wyścigów: 4 w sobotę i 2 w niedzielę. W sobotę odbyły się wszystkie 4 wyścigi na trasie: na wiatr, 2 krótki śledzie, z wiatrem i meta na baksztagu (przy wietrze 3-4°B).
I wyścig wygrała załoga Roberta Stachelskiego na Follow Me, przed Jaśkiem na Uśpionym Gromie i Radkiem na Soul. Załoga Follow Me prezentowała się bardzo malowniczo: sternik w brązowym habicie, przepasany sznurem i Koszał w pasiastym więziennym stroju (łącznie z czapką!). Zabawa była niezła, zwłaszcza gdy Robertowi z momencie startu w którymś z wyścigów kaprys wiatru podniósł kaptur habitu tak, ze spadł mu na oczy - ciekawe jakimi słowami modlił się wtedy Robert, czy może "PójdĽ za mną", kierując tak pobożne życzenia w kierunku innych startujących jachtów; dobrze, że materiał trochę prześwitywał. Jednak w I wyścigu Follow Me po proteście dostał DSQ, ponieważ będąc już po okrążeniu górnego znaku na pełnym lewym nie ustąpił Arkowi na Błękitnym Wietrze, który szedł prawym ostrym na znak. Komisja Regatowa po przewodnictwem Naszego Kochanego Pana Prezesa Szymona nie miała wątpliwości.
Wyścig II zakończył się zwycięstwem Radka na Soul, przed Jarkiem na Ognistym Podmuchu i Piotrem na Misji. Chwilę po starcie do III wyścigu (jachty odpłynęły jakieś 150-200 m od linii startu) mimo świstu wiatru i plusku fal, przez Zalew przetoczył się głośny huk uderzenia i trzask łamanego laminatu. Płynący lewym halsem Błękitny Wiatr wbił się dziobem w część dziobową Soula, mającego jako prawohalsowy prawo drogi. Arek, płynąc w dużym przechyle, zasłonięty żaglami, w ogóle nie widział jachtu Radka. Efekty kolizji to skasowany dziób Błękitnego Wiatru (tak, że prawie można włożyć głowę do komory kotwicznej), a na Soulu rozwarstwiony kołnierz na długości blisko metra, złamany pokład i obramowanie komory kotwicznej lewej burty oraz porwany fok. Soul musiał wycofać się z wyścigu i spłynąć do portu. Wyścigu tego nie ukończył również Uśpiony Grom, którego załogant niechcący wyszedł za burtę (choć temperatura wody wcale nie zachęcała do kąpieli). Wyścig III wygrał Piotr na Misji, przed Jolą na Rozwianym Dymie i Jarkiem na Ognistym Podmuchu, a IV ukończył jako pierwszy Robert na Follow Me, dalej Jarek i Piotr. W ostatnim wyścigu nie wystartował Soul i Szalony Cień.
Ostatni wyścig Regat o Puchar Mazowsza był jednocześnie wyścigiem o Puchar Babiego Lata - zamykającym zmagania cyklu Grand Prix 2009. Z planowanych 2 wyścigów niedzielnych Komisja Regatowa zdecydowała się przeprowadzić jeden. Uwzględniając komunikaty meteo, że wiatr ma się rozkręcać do mocnej "szóstki", nie było sensu przeprowadzać dalszych wyścigów. Klasy T (2 jachty), T2 (2 jachty) i Tango (5 jachtów) zdecydowały się wystartować w tym wyścigu, walcząc o Puchar Babiego Lata, a Tanga również o miejsca ostateczne w Pucharze Mazowsza. Klasy T1 i ? nie wystartowały w V wyścigu, więc Puchar Babiego Lata otrzymali zwycięzcy ostatniego sobotniego wyścigu.
W tych trudnych warunkach nie wszyscy podjęli właściwe decyzje. Jeszcze przed startem załoga Uśpionego Groma postanowiła przetrenować postawienie spinakera. I choć już to było bardzo ryzykownym pomysłem, gwoĽdziem do trumny było całkowite podniesienie miecza! Wywrotka, zalanie jachtu, załoga czekająca 20 minut na zainteresowanie ze strony WOPR-u, który miał obstawiać te regaty i jeszcze trwająca ponad 2 godziny akcja doholowania jachtu do brzegu przez 3 jednostki ratownicze. Wielkie dzięki należą się Andrzejowi Jankowskiemu, który zorganizował szalupę ratowniczą z Flauty i kierował akcją w znakomity sposób, co pozwoliło ograniczyć straty w sprzęcie do minimum. Młoda załoga przeżyła szok termiczno-psychiczny i jest nadzieja, że z tej lekcji wyciągnie właściwe wnioski. Chodzą słuchy, że armator zastanawia się nad zmianą nazwy Uśpiony Grom - na... Utopiony Grom. W ostatnim wyścigu Ognisty Podmuch postawił spinakera i wywijał ogniste pląsy hamując bomem o wodę lub dla odmiany celując nim w niebo. Misja miała duże kłopoty z fokiem - awaria zepchnęła ich z trasy i potem musieli sporo nadrabiać. Najspokojniej podszedł do sprawy Paweł Nawrocki na Haze, zgodnie z zasadą "im mniej tym więcej" - dzięki mniejszej powierzchni żagli (zrefowany grot) pokonywał więcej trasy niż jego konkurenci, unikając zbędnej szarpaniny. I choć obawiał się o pracę masztu w tych warunkach z pewnością i dużym spokojem ukończył wyścig jako pierwszy i tym samym wygrał Puchar Babiego Lata. Rozbity Dziób, tzn. Błękitny Wiatr był w tym wyścigu 2, a Ognisty Podmuch obronił 3 miejsce przed Misją, która przecięła linię mety jako czwarta.
Regaty zakończyły się zwycięstwem Jarka na Ognistym Podmuchu, II miejsce przypadło Piotrowi na Misji, III Pawłowi na Haze, który dzięki wygranej w ostatnim wyścigu znalazł się na podium. Miejsce IV zajęła Jola na Rozwianym Dymie, V Arek na Błękitnym Wietrze. Robert na Follow Me był VI (gdyby nie DSQ mógł być nawet II), załoga "ryzykantów" Jasia na Uśpionym Gromie była VII, przed "pechowcami" Radka na Soul - VIII miejsce. Stawkę zamykał szczęśliwy nowy armator Szalonego Cienia Wojtek, który ma poważne plany startować na Cieniu we wszystkich regatach w przyszłym sezonie - trzymamy za słowo!
Dramaturgia tych regat na długo zostanie w pamięci, zwłaszcza niektóre momenty, takie jak nagły brak sporego fragmentu dziobu na Błękitnym Wietrze, rozbity Soul wycofujący się z wyścigu z porwanym fokiem albo ledwo widoczny znad fal kawałek burty Uśpionego Groma dryfującego długi czas nieopodal statku Komisji Regatowej.
Ciekawostką jest to, że w niedzielę do regat przystąpiły jachty klasy Laser Bahia. Z planowanych 5 wyścigów rozegrano 3. Zgłosiły się 23 załogi, wystartowało 12. I wyścig skończyło 10 jachtów, II - 6, a III - 4, w tym jeden osiągnął metę efektownym "fikołkiem" - wywrócił się 2-3 m przed metą, przecinając linię mety jeszcze w czasie wywrotki, a inny wywrócony ponad 20 m przed metą zakończył wyścig w stylu grzbietowym, przecinając ją dnem jachtu. Zgodnie z definicją jacht musi kończyć przecinając linię mety (w kierunku od ostatniego znaku), gdy jego kadłub, osprzęt i załoga są w pozycji normalnej. W tych ciekawych warunkach jachty wywrócone przekraczające metę były klasyfikowane, jako że znajdowały się w pozycji normalnej (dla tych warunków). Czyli w sumie połowa osiągnęła metę jako jednostki nawodne, a połowa jako "łodzie podwodne" - takiego finiszu jeszcze nie było!
Regaty WAT, 26-27 września
Regaty odbyły się w Zegrzu w dniach 26-27 września 2009. W sobotę rozegrano 4 wyścigi przy wietrze 2-3°B i pięknej słonecznej pogodzie. Wszystkie wyścigi wygrał Szymon na Follow Me i to był prawdziwy nokaut (do odrzucenia po 4 wyścigach miał jedno miejsce... pierwsze!). Radek na Soul, zajmując miejsca 3, 2, 2, 4, zajął miejsce II. Znakomicie żeglował Jasiek na Uśpionym Gromie - pierwszy wyścig przegrał o pół długości jachtu z Follow Me, zajmując 2 miejsce, w II wyścigu podobnie, o 2-3 metry przegrał z Misją walkę o 3 lokatę i po nieco gorszym III wyścigu (5 miejsce), w IV szczęśliwie o pół długości łódki wygrał z Rozwianym Dymem i przypłynął jako 2. Tym razem Rozwiany Dym, po fatalnym błędzie przy zrzucaniu spinakera w III wyścigu (z 2 pozycji spadł na 5) i nie mając szczęścia w końcówkach III (przegrana z Soulem) i IV (przegrana z Uśpionym Gromem) wyścigu - w obu przypadkach o 2-3 m, nie zdołał załapać się na pudło. Jachty żeglowały tak szybko i równo, że różnice były bardzo niewielkie i najmniejszy błąd powodował spadek pozycji czasem o kilka miejsc.
W sobotę było wyjątkowo ciepło jak na koniec września. Włodek się nawet wykąpał w Zalewie, zostawiając ubranie przy słupku z napisem "kąpiel wzbroniona". Wieczorem siedzieliśmy przy ognisku, pijąc mnóstwo alkoholu nieopodal tablicy "zakaz spożywania alkoholu na terenie portu", śpiewając szanty, pieśni cygańskie i przyśpiewki weselne, słuchając flamenco. Był szampan i tort dla uczczenia skromnej uroczystości państwa M. i J. Paluszkiewiczów, którzy 26 września 1984 w środę, wzięli ślub (a więc równo 25 lat, co do dnia!). Dla niewtajemniczonych: w środę - bo w soboty i niedziele odbywały się, podobnie jak dziś, regaty. Do najpopularniejszych "szant" tego wieczoru należały "100 lat" i "gorzka wódka" - jak widać wielu jest na bieżąco z weselnymi uroczystościami.
W niedzielę wszyscy w napięciu czekali na wiatr, który niestety nie nadszedł, choć na Mazurach wiało podobno całkiem mocno. U nas do momentu decyzji KR o zakończeniu regat, Zalew Zegrzyński był bez zmarszczki. Dopiero po uroczystym zakończeniu zaczęło trochę wiać, może tak do 1°B. W ten sposób regaty zakończyły się po 1 dniu - sobotnie rezultaty były wynikiem ostatecznym. Miejsce V zajął Piotr - Misja (14 pkt), VI Jarek - Ognisty Podmuch (15 pkt) - choć jachty te walczyły ze sobą do ostatniego wyścigu, podobnie jak Kuba na Błękitnym Wietrze (21 pkt) i Rafał na Haze (22 pkt). Rafał wpadł raz na "minę" - przepłynął przez metę na okrążeniu i dostał DSQ, bo był to akwen zakazany. Na Szalonym Cieniu IX miejscem zadebiutował Wojtek Koblak, który w przyszłym roku ma zamiar na stałe przenieść się do klasy Tango - witamy nowego zawodnika.
Po tych regatach ustaliła się kolejność Grand Prix 2009. Na miejscach medalowych: NKPP Szymon - Follow Me ze zdecydowaną przewagą (80,5 pkt), II miejsce - Radek Soul (na razie 62,5 pkt; może dorzuci coś jeszcze w ostatniej imprezie) i III miejsce - Rozwiany Dym (61 pkt). Pewne IV miejsce ma Piotr Groszyk na Misji, który już nie może wskoczyć wyżej, ani z nikim przegrać. Natomiast o miejsca V-VIII walka będzie trwać do ostatniego wyścigu. Na razie Rafał - Haze ma 27 pkt, Arek - Błękitny Wiatr 26,5 pkt, a Jaś - Uśpiony Grom 26 pkt. To może być ciekawa walka.
Regaty 85-lecia YKP, 19-20 września
Regaty w YKP w Jadwisinie 19-20 września związane były z obchodami 85-lecia Yacht Klubu Polski. Szczególnie uroczyste było otwarcie regat - stawianie bandery i proporców YKP, PZŻ i Unii Europejskiej w pełnej gali mundurowej, przy dĽwięku gwizdków bosmańskich (było na co popatrzeć). Uroczystości te spowodowały, że start do I wyścigu został przesunięty na godz. 1400.
Jak to bywa na wąskim akwenie wschodni wiatr o sile 1-3°B nie chciał współpracować i zamiast wiać jak przystało - wzdłuż, przyjął kierunek zbliżony do prostopadłego w stosunku do trasy regat (2 śledzie). A więc "żużel".
Linia startu ustawiona prostopadle do brzegu (choć można było skośnie, by choć trochę wyrównać szanse wszystkim startującym na całej szerokości) i boja ograniczająca ustawiona sporo powyżej linii startu wprowadzała zawodników w błąd. Zwłaszcza że maszt sygnałowy stojący na nadbrzeżu, który był jednocześnie namiernikiem KR, był mało widoczny z wody na tle portu z lasem masztów, proporców i gali flagowej postawionej na niektórych jachtach.
Taka konfiguracja startu powodowała dużą ilość falstartów a pierwszym dniu regat. W drugim było lepiej.
I wyścig wygrał Jarek na Ognistym Podmuchu, przed Radkiem na Soulu i Rozwianym Dymem. W wyścigu tym Piotr Groszyk na Misji, walcząc o 4 miejsce, nie dał miejsca Konradowi na Szalonym Cieniu i mógł być przez Konrada protestowany, ale wrócił na trasę naprawiając swój błąd i ponownie przekroczył linię mety, zajmując w efekcie dopiero 7 pozycję.
Szczególnie dramatyczny był wyścig II (a mówi się, że wyścigi "na żużlu" są takie nudne i nic się nie dzieje!). po indywidualnym falstarcie 5 z 8 startujących Tang i po przejściu większej części trasy (przy nieco słabnącym wietrze 1-2°B; było już około godz. 1600) 6 Tang miało bliskie spotkanie w rejonie dolnego znaku, gdy została już tylko końcówka drugiego okrążenia i prosta do mety, jednym halsem. 2 jachty prowadzące - Misja i Soul, które właśnie okrążyły znak i wyszły z niego na lewym halsie, zostały złapane przez Ognisty Podmuch Jarka, który mając prawy hals domagał się ustąpienia. Oba jachty lewohalsowe natychmiast zrobiły zwrot, zmuszając wchodzące na znak jachty - Rozwiany Dym i Błękitny Wiatr - do gwałtownego ostrzenia i ustępowania im jako zawietrznym. Arek na Wietrze ustępując zrobił pełny obrót i dopiero zaczął okrążać znak. W tym samym momencie do boi, przy której był już Dym, dojechał Uśpiony Grom i zbliżał się Haze. Podczas okrążania znaku doszło do kolizji między Dymem, Gromem i Wiatrem. Sytuacja kolizyjna, w której brało udział 6 jachtów tej samej klasy nie często zdarza się w naszych regatach. Protestował Jarek Ognisty Podmuch na Misję Piotra i choć Misja zajęła w tym wyścigu dobre 2 miejsce, po rozpatrzeniu protestu dostała DSQ. Ale z tej sytuacji protestów mogło być "od groma": Rozwiany Dym i Błękitny Wiatr na Groma, Grom na Wiatr i Szalonego Cienia, Soul na Rozwiany Dym. 2 jachty były w tej sytuacji najbardziej stratne: Misja - bo nie przyjmując kary 720 została wyprotestowana i Rozwiany Dym, który nie protestował, ale stracił najwięcej - pęknięty (na wylot!) pokład na falochronie kokpitu po trafieniu przez Uśpionego Groma. No cóż, popularne wyrażenie szkutnicze mówi "to się nadszpachluje"!
Wyścig II wygrał Soul przed Jaśkiem na Uśpionym Gromie, obejmując po pierwszym dniu regat zdecydowane prowadzenie. Wieczorem YKP był bardzo gościnny: szanty, tańce, bogato zastawiony stół, pieczony prosiak, piwo, szampan i w ogóle bardzo żeglarska atmosfera.
Drugiego dnia odbyły się 2 wyścigi. Jeden wygrał Soul przed Rozwianym Dymem, zapewniając sobie zwycięstwo w regatach, a drugi Misja przed Błękitnym Wiatrem. Wiatr zmienił nieco kierunek - momentami było nawet trochę halsówki do pierwszego znaku. Regaty zakończyły się wygraną Radka na Soulu z dużą przewagą: miejsca 2, 1, 1, DNF (4 pkt) - przed Jarkiem na Ognistym Podmuchu - 1, 5, 3, 4 (8 pkt) i Rozwianym Dymem - 3, 4, 2, 3 (8 pkt). O wyrównanej walce świadczą małe różnice punktowe na dalszych miejscach: Arek na Błękitnym Wietrze - 6, 3, 5, 2 (10 pkt), Jaś na Uśpionym Gromie - 4, 2, 7, 5 (11 pkt), Piotr na Misji - 7, DSQ, 4, 1 (12 pkt), Konrad na Szalonym Cieniu - 5, 7, 6, 6 (17 pkt) i Rafał na Haze - 8, 6, 8, DNF (22 pkt).
Dużą aktywnością podczas całej imprezy wykazywał się nasz Skarbnik Włodek, który bardzo aktywnie i z dużą skutecznością zbierał składki i przekonał kilka osób do wstąpienia w szeregi Stowarzyszenia Klasy Tango.
PUCHAR MARSZAŁKA WOJ. MAZOWIECKIEGO
Regaty odbyły się w Nieporęcie w dniach 12-13 września 2009. na starcie stanęły 53 załogi, w tym najliczniej Skipi 650 - 14 i Tango - 9 jachtów. Tym razem wpisowe wyniosło 30 zł od osoby w wersji standard lub 50 zł w wersji full wypas (nie wiem czy ktokolwiek zdecydował się na pełną opcję). Trochę skomplikowana trasa regat (trapez z wewnętrzną pętlą na 5 bojach + start/meta) przysporzyła niektórym zawodnikom sporo kłopotu. Piotrek Groszyk - Misja, mając dużą przewagę w III wyścigu, pomylił znak i w efekcie wylądował na odległym 5 miejscu. Podobnie Radek - Soul w ostatnim wyścigu mógł wygrać, ale nie okrążył ostatniego znaku. W efekcie nie został w tym wyścigu sklasyfikowany.
Słaby wiatr o sile 1-3°B, czasem zamierający i zmieniający kierunki spowodował, że zamiast 5 wyścigów planowanych w sobotę i 2 w niedzielę, w sumie rozegrano zaledwie 4. 2 wyścigi były przerywane i po pewnym czasie wznawiane. Dodatkowym utrudnieniem był deszcz w I sobotnim wyścigu - potem pogoda stopniowo się poprawiała. W słabych warunkach wietrznych pierwszy dzień należał do Radka - Soul (2 pierwsze miejsca i 1 drugie - 4 pkt), na drugim miejscu z niewielką stratą znajdowała się załoga NKPP Szymona - Follow Me (1, 2, 3 miejsce - 6 pkt).
Sobotni wieczór upłynął na intensywnych zajęciach integracyjnych - tu klasa Tango była zdecydowanie dominująca - szanty, śpiew, gitary, kastaniety, sheesha, a nawet odrobina alkoholu. Najbardziej zmęczeni poszli spać dobrze po północy, a bardziej wytrwali chyba gdzieś około 400. Piotr Groszyk chciał nawet o tej porze wypływać już na start, ale w końcu poczekał aż się rozwidni.
Liczyliśmy na 2 wyścigi w niedzielę. Gdyby nie było odroczenia do 1130 być może udałoby się rozegrać 1 wyścig do południa. Jednak wyścig rozpoczęty przed 1200 po 30 minutach został przerwany z powodu zbyt słabego wiatru. Po jakimś czasie, gdy wiatr znowu się pojawił, rozegrano IV wyścig, ale nie było już czasu na V. zresztą w tym wyścigu wiatr zasadniczo zmieniał kierunek (o blisko 90°), co skomplikowało pokonanie trasy: np. halsówka wypadła na baksztagowym boku trasy.
Regaty zakończyły się zwycięstwem NKPP Szymka - Follow Me, przed Radkiem - Soul. Obie załogi po 4 pkt, miejsca takie same, zadecydowało miejsce w ostatnim wyścigu. Dalej kolejno: Jacek - Rozwiany Dym (8 pkt), Piotrek - Misja (10 pkt), Arek - Błękitny Wiatr (14 pkt), Jarek - Ognisty Podmuch (15 pkt), Konrad - Szalony Cień (21 pkt), Jasiek - Uśpiony Grom (21 pkt) i Rafał - Haze (22 pkt).
OTWARTE MISTRZOSTWA WARSZAWY, 05-06 września 2009
W dniach 5-6 września Mistrzostwami Warszawy rozpoczęła się kolejna runda Żeglarskiego Grand Prix Warszawy. Regaty zgromadziły 62 jachty w 10 klasach. Klasa Tango - 9 jachtów, ustępowała swą ilością tylko Skippi 650, których ścigało się 16. Bardzo, bardzo niemiłym zaskoczeniem była wysokość wpisowego - 50 zł od osoby. Tak astronomiczne wpisowe może niekorzystnie odbić się na frekwencji w regatach w przyszłości, a i tak startuje teraz 30-50% w porównaniu do regat sprzed 6-8 lat.
W sobotę rozegrano 3 wyścigi, w niedzielę 2 przy wietrze 4-5°B, momentami nawet do 7°B. Kilka jachtów się położyło, znów ktoś pogiął maszt, ale na szczęście nie były to Tanga, choć i nam zdarzyły się pewne straty - Rafał na Haze porwał foka, Jasiek na Gromie urwał fał grota, w wielu żaglach nie wytrzymały kieszenie na listwy - Arek na Błękitnym Wietrze stracił 3 z 5 listew (razem z kieszeniami). W ogóle żagle w tych regatach dostały nieĽle w kość. Radek miał problemy z okuciem bomu - ścięło śruby i to już nie pierwszy raz. Walka na wodzie była zawzięta - różnice na mecie niewielkie. 2 wyścigi wygrał NKPP Szymon na Follow Me i 2 razy był drugi, co pozwoliło mu na zwycięstwo w regatach (6 pkt) i zdobycie tytułu Mistrza Warszawy w klasie Tango na rok 2009. 2 wyścigi wygrał Rozwiany Dym, który zajmując jedno miejsce 2 i jedno 3 (po starcie spóĽnionym w ostatnim wyścigu o 150 m) musiał zadowolić się II miejscem (7pkt). Misja z załogą Piotra Groszyka zajęła dobre III miejsce. Paweł Nawrocki na Szalonym Cieniu wygrał w pięknym stylu jeden wyścig i zajął wysokie IV miejsce, przed Radkiem na Soul, który wycofał się z ostatniego wyścigu po tym, jak załoga po raz trzeci po zwrocie zostawiła mu foka zaknagowanego na nawietrznej, a maszt w pozycji bardziej poziomej niż pionowej miał ochotę "kosić" przeciwników. Radek zaraz na początku złapał jednego "doła" - 8 miejsce w I wyścigu, potem zaczął się rozkręcać: 4, 3, 2 miejsce w kolejnych wyścigach i gdyby nie ten ostatni wyścig, z którego się wycofał, na pewno byłby dużo wyżej niż na zdecydowanie niesatysfakcjonującym miejscu V. Rafał na Haze zaczął w świetnym stylu zajmując 3 miejsce w I wyścigu. Potem było trochę gorzej, a po porwaniu foka kończył wyścig IV tylko na grocie, a w ostatnim nie wystartował - zmiana żagla spowodowała takie splątanie fału foka, że bez kładzenia masztu nie dało rady go odplątać - w efekcie VI pozycja w regatach. Jarek na Ognistym Podmuchu zajmujący wysokie III miejsce po 3 wyścigach sobotnich, nie kontynuował w niedzielę rywalizacji i spadł na VII miejsce - ale przecież w sobotę w Jachrance odbywało się "żeglarskie wesele" jego brata Artura i Jarek był w tę uroczystość mocno zaangażowany... Awarie w 2 wyścigach na Uśpionym Gromie nie pozwoliły Jaśkowi na zajęcie lepszej pozycji niż VIII. Natomiast Arek na Błękitnym Wietrze nie był w stanie przeregulować takielunku po ustawieniu "mazurskim" i mimo, że uzyskiwał po świetnym starcie znakomite miejsca na pierwszym okrążeniu (potrafił prowadzić wyścig do boi baksztagowej), potem pozostali go objeżdżali - poza tym systematycznie tracił z grota kolejne listwy. W efekcie uzyskał zaledwie 1.5 pkt do Grand Prix, zajmując IX miejsce.
Zakończenie imprezy zaskoczyło nas negatywnie: wielkość pucharów była odwrotnie proporcjonalna do wysokości wpisowego, ale podobno "małe jest piękne" (i zajmuje mniej miejsca na półce). Zabrakło również medali, co w imprezie tej rangi jest poważnym uchybieniem.
MISTRZOSTWA POLSKI, 14-16 sierpnia 2009
W dniach 14-16 sierpnia 2009 w Giżycku odbyły się Mistrzostwa Polski w klasach T1, T2, T3, Sympathy 600, Żagle 500, TANGO, 505 i Hornet, a w klasach Omega Sport i Standard, Skippi 650 i Nautica 450 - Błękitna Wstęga Jeziora Niegocin. Startowało w sumie nieco ponad 60 jachtów, w tym 7 Tang: Błękitny Wiatr - Michał Nischk, Follow Me - NKPP Szymon Mirecki, Haze - Rafał Iwanicki, Misja - Wojtek Chodkowski, Ognisty Podmuch - Jarek Wąsowski, Soul - Radek Maciak i Uśpiony Grom - Jola Paluszkiewicz. Były to pierwsze Mistrzostwa Polski, wystartowała KLASA TANGO.
Pierwszego dnia, w piątek, wiało do 7°B i tylko 3 Tanga zdecydowały się startować w wyścigach. Rozegrano 2 z 3 planowanych wyścigów, ale nawet te 2 to było i tak za dużo. Niektóre inne klasy (na drugiej trasie) już po pierwszym wyścigu powiedziały Komisji Regatowej, że nie chcą więcej ścigać się w tych warunkach i spłynęły do portu. Np. z 5-ciu Sympathy pierwszy wyścig skończyła tylko jedna, Janek Pazik na Omedze stracił maszt, ktoś złamał płetwę sterową i było kilka innych awarii.
Ci, którzy zostali w porcie chwalili Szymka za mądrą decyzję, że płynął na samym grocie, ale potem okazało się, że to jacht sam podjął tę decyzję, ponieważ urwał się fał foka (stalówka Ć4). I wyścig wygrał Jarek - Ognisty Podmuch, przed Szymkiem - Follow Me i tylko te dwa jachty ukończyły wyścig. W II wyścigu kolejność była odwrotna, przy czym wyścig ten ukończył również Wojtek - Misja, zajmując 3 miejsce w wyścigu i po pierwszym dniu Mistrzostw.
W drugim dniu miało być 3-4°B i odbyło się aż 5 wyścigów. Prawie wszystkie Tanga stawiały już spinakery. Po 2 wyścigi wygrali Radek - Soul i Szymon - Follow Me, jeden wyścig wygrał Jarek - Ognisty Podmuch. Szymon prowadząc wyścig znów miał awarię - fał foka urwał się na górnym bloku i Follow Me nie ukończył wyścigu oraz nie startował w następnym. W ostatnim wyścigu tego dnia nie wystartował Uśpiony Grom, bo załoga nie była już w stanie wybierać szotów foka.
Po dwóch dniach regat i po rozegraniu 7 wyścigów prowadził Jarek - Ognisty Podmuch (10 pkt) przed Szymonem - Follow Me (16 pkt) i Radkiem - Soul (17 pkt). W niedzielę odbyły się dwa wyścigi przy wietrze 3-4°B, oba wygrał Soul przed Follow Me. Tuż po zakończeniu wyścigów znów powiało do 6-7°B, ale wszyscy zdążyli już wrócić do portu.
Przy 9 wyścigach były już 2 "odrzutki" i tym samym w pierwszej trójce odwróciła się kolejność: Mistrzami Polski została załoga Radka Maciaka na Soulu, Vicemistrzami Polski załoga NKPP Szymona na Follow Me, a załoga Jarka na Ognistym Podmuchu musiała zadowolić się III miejscem. Różnice między miejscami w pierwszej trójce - 1 pkt!, co świadczy o bardzo wyrównanej rywalizacji - do ostatniego wyścigu!
REGATY O PUCHAR PREZESA PZŻ, 07 lipca 2009
Regaty odbyły się jak zwykle w Mikołajkach, w dniach 1-2 sierpnia 2009. W klasie Tango startowali: Jasiek Domański - Błękitny Wiatr, Rafał Iwanicki - Follow Me, Wojtek Chodkowski - Misja, Jarek Wąsowski - Ognisty Podmuch, Radek Maciak - Soul oraz Michał Nischk na Tańczącej Furii, która na tych regatach była Tangiem (zdarzało się jej to wcześniej już więcej razy).
W sobotę wiało słabo i trochę kręciło, 1-2°B. Pierwszy wyścig wygrał Soul przed Furią i Wiatrem, drugi też Soul, tym razem wyprzedzając Follow Me i Podmuch, trzeci - dla odmiany - Soul przed Misją i Follow Me. Drugiego dnia wiało mocniej, średnio 2-3°B, czasem nawet do "czwórki". Wiatr jak na Jezioro Mikołajskie był niezwykle sprzyjający regatom - jak na zamówienie wiało wzdłuż nadbrzeża, a nie tak jak zwykle w poprzek. Nasze Tanga dość odważnie stawiały spinakery. "Tango" Furia, która również zdecydowała się w końcu go postawić, wybrała jednak najmniej szczęśliwy moment, bo właśnie wtedy przywiało 4°B. Spinaker zapracował na krótko, ale po wdarciu się Jeziora Mikołajskiego na pokład oraz zmiksowaniu większości wyposażenia i rzeczy osobistych załogi, żagiel poszedł za karę w dół i więcej już tego dnia świata nie oglądał. Ognisty Podmuch również prowadził ciekawe eksperymenty - jak duży jest moment przechylający jachtu ze spinakerem prawie pod topem. Follow Me z dużą regularnością wkręcał fał spinakera w roler foka. Najskuteczniej prowadził spinakera Błękitny Wiatr.
IV wyścig (pierwszy niedzielny) wygrał Ognisty Podmuch przed Follow Me i Soulem. Dzięki temu Soul nie musiał już startować w V wyścigu, w którym 1 miejsce zajął Follow Me, wyprzedzając Podmuch i Błękitny Wiatr. Regaty zakończyły się zwycięstwem Radka na Soulu (6 pkt), 2 miejsce zajął Rafał - Follow Me (8 pkt), trzecie Jarek na Ognistym Podmuchu (10 pkt), przed Jaśkiem na Błękitnym Wietrze (14 pkt), Wojtkiem na Misji (15 pkt) i Michałem na Tańczącej Furii (18 pkt).
Przy losowaniu nagród trochę się naszym poszczęściło - Radek wygrał tygodniowy czarter jachtu, ale z niego zrezygnował, biorąc reklamówkę z kubeczkami, podobnie jak Wojtek. Rafał dostał komplet koszulek dla załogi, Jarka "puścili z torbami" (wygrał bardzo fajną torbę podróżną na kółkach), Jasiek otrzymał talon na 1000 zł u żaglomistrza - Stasia Sawki, a tygodniowy czarter 6-osobowego jachtu wrócił w powtórnym losowaniu do Michała, który bardzo się z tej nagrody ucieszył.
REGATY BOATSHOW, 18-19 lipca 2009
To były naprawdę duże regaty - 73 jachty startujące, najwięcej w Międzynarodowych Mistrzostwach Polski Klasy Micro - 23 jachty. Ale też po raz pierwszy w ramach cyklu Pucharu Polski Jachtów Kabinowych wystartowała klasa Tango - 5 jachtów, choć wpisowe było naprawdę zaporowe - 70zł od jachtu i 30 zł od każdego członka załogi.
Mogło nas być 6 jachtów, ale niestety jeden "dywersant" się wyłamał i choć jego jacht nosi szumne miano "Misja" to tym razem dał przykład prawdziwego sabotażu (zależało nam na tym aby klasa Tango zaprezentowała się jak najliczniej startując po raz pierwszy w PPJK jako odrębna klasa).
A na akcję "Wisła" najbardziej nas namawiał - żebyśmy wszyscy, jak najwięcej, solidarnie... a teraz zwiał do T3, choć tłumaczyliśmy jak dziecku, że nie ma szans i klasa Tango musiała wyodrębnić się gdy weszły obecne przepisy PPJK preferujące ciężkie jachty o mniejszej powierzchni ożaglowania.
Ale Wojtek koniecznie chciał przeprowadzić eksperyment "własnoręcznie". Najpierw dobalastował jacht do 1600 kg, potem po pomiarach żagli i poprawkach na wiek jachtu i posiadanie pasów balastowych o kolejne 120 kg i tak przy ciężarze 1720 kg spełniał parametry klasy T3 (czytaj : łódĽ podwodna w półzanurzeniu). Poza tym obawialiśmy się, że w tak przesztywnionym układzie przy wietrze, który wiał w regatach z siłą 5-6oB może nie wytrzymać takielunek, ale maszt jakoś przeżył. Wynik tego eksperymentu był zresztą zgodny z oczekiwaniami: z trudem wywalczone 8 miejsce na 9 startujących (9-ty był jakiś "turysta" na Bolero, też wyraĽnie odstający od reszty stawki ), ze średnią stratą do pierwszych więcej niż długość jednego boku trasy.
Ale zajmijmy się w końcu Tangami w klasie TANGO.
Wystartowało 5 jachtów: "Błękitny Wiatr"- Michał Nischk, "Follow Me"- Nasz Kochany Pan Prezes (NKPP) Szymon Mirecki, "Haze"- Rafał Iwanicki, "Ognisty Podmuch" - Jarek Wąsowski, "Soul"- Radek Maciak. Duże szanse na zwycięstwo w tych silnych warunkach(w sobotę wiało 5-6oB, w niedzielę 3-4oB) dawaliśmy Rafałowi na "Haze" - wiało nawet mocniej niż na Regatach o Puchar Tanga, które wygrał. Jednak już w pierwszym wyścigu posypały się awarie. Na "Haze" urwała się remizka rogu fałowego foka i cały wyścig płynął na samym grocie. Na "Błękitnym Wietrze" pękła na pół szekla fału foka (było lekko podrdzewiała) i w ogóle nie płynął w tym wyścigu. Jakieś problemy miał też "Ognisty Podmuch" - całą sobotę pływał bez foka.
Pierwszy wyścig wygrał "Soul"(płynąc na grocie i małym foku), drugi był "Follow me" (na zrefowanych żaglach) mimo, że musiał po drodze łowić Koszała, który poszedł zwiedzać Niegocin, gdy pękł pas balastowy, następnie były 2 kety: "Haze" i "Ognisty Podmuch".
W II wyścigu Radek pożyczył foka Rafałowi musiał się trochę pomęczyć żeby wygrać z nim wyścig. Trzeci był "Follow me", któremu znowu pękł pas balastowy- tym razem na drugiej burcie - na wycieczkę po Niegocinie tym razem wybrało się 2 załogantów: Robert i Koszał, który nawet nie zdążył krzyknąć "Ło Jezu".
III wyścig wygrał "Haze" przed "Soul" i "Follow me" i tak skończyły się sobotnie zmagania. Wieczorem był niezły poczęstunek (w ramach wpisowego). Mimo, że wszyscy byli nieĽle zmęczeni (choć nie tak jak klasa Micro, którym SG zafundował 7 wyścigów) wieczór upłynął bardzo wesoło przy szantach najpierw ogólnoużytkowych a potem kameralnie przy jachtach (Michał i Jola).
Pierwszy niedzielny wyścig (wiało słabiej 3-4oB) wygrał Jarek na "Ognistym Podmuchu" przed Radkiem na "Soul", który zajmując 2 miejsce w tym wyścigu wygrywał regaty i nie musiał już startować w ostatnim. Rafał na "Haze" spóĽnił się na start ok. 3 minut i przyjechał dopiero na 4-tym miejscu za "Follow me".
V-ty, ostatni wyścig wygrał Szymon na "Follow me", choć Jarek na "Ognistym podmuchu" zajmując 2 miejsce był całkiem blisko, "Haze" przyszedł trzeci. W tym wyścigu Tanga stawiały już nawet spinakery, co Ľle się skończyło dla "Błękitnego Wiatru" - róg fałowy spinakera uwiązł w okuciu sztagu na maszcie i jacht nie mógł po okrążeniu boji płynąć na wiatr, tylko z nie dającym się ujarzmić spinakerem jechał z wiatrem aż się skończyło jezioro. Na mieliĽnie było mocne uderzenie o kamień, co sprowadziło załogę do parteru a potem wyhamowanie w trzcinach i dobry kwadrans walki z szalejącym spinakerem.
Po odwiązaniu brasów i uwolnieniu dolnych rogów żagla udało się go zdjąć dopiero po położeniu masztu. A więc przygód w tych regatach było tyle, że mogło by wystarczyć na co najmniej kilka imprez.
Podsumowując: 2 wyścigi wygrał Radek na "Soul", który wygrał całe regaty (6 pkt.), po 1 wyścigu wygrali NKPP Szymon na "Follow me" II miejsce i Rafał na "Haze" III miejsce (obaj po 9pkt. - decydował ostatni wyścig) oraz Jarek na "Ognistym Podmuchu" - IV miejsce (12 pkt.), V miejsce zajął Michał na "Błękitnym Wietrze", który ukończył 3 wyścigi z pięciu.
Rozdaniu nagród towarzyszyła szczególnie gorąca atmosfera, ponieważ miała być losowana m.in. główna nagroda tych regat - skorupa Janmora - Sasanki 660 z wkładką. Sponsorem był jak zwykle Andrzej Janowski i to mimo kryzysu. Sierotka Ewa wyciągnęła szczęśliwy los i główny dyrygent regat Mietek Konarzewski odczytał, że właścicielem skorup został RADOMIŁ MACIAK! W tym momencie zapomniano o wysokim wpisowym - cieszyła się cała klasa Tango! Jednak mamy nadzieję, że Radek nie zostawi klasy Tango i nie zrobi Sasanki, żeby pływać w T1, oby zły przykład "Misji" był tylko jednorazowym wybrykiem i oby nie znalazł naśladowców. A nawet jeśli, to życzymy Radkowi wielu zdobytych pucharów na Sasance, skoro szczęśliwie wylosowana, to na pewno będzie szczęśliwie wygrywać.
Następne regaty - Puchar Prezesa PZŻ w Mikołajkach.
Regaty Lenovo-Datacom, 07 lipca 2009
Warto wspomnieć o tych regatach rozegranych w Sztynorcie dla klas "w przybliżeniu T2" (mniejsze jachty) i "około T3" (większe jachty). W klasie większych startowało 35 jachtów. Oprócz Janmorów, Twisterów, Bolero, Bingo itp. były tu również 2 bliskie nam : "Misja" i "Błękitny Wiatr".
Jeden wyścig długodystansowy, ponad 30 km na trasie: start obok wysepki Ilmy (niedaleko wejścia do Sztynortu), Wyspa Kormoranów lewą burtą, boja przy Dębowej Górce i meta tam gdzie start.
Słaby wiatr 0-1oB nie dawał większych szans ciężkim jachtom, szanse naszych Tang, zwłaszcza "Misji" były znaczne. Po przebyciu ok.1/3 trasy i po wyjściu z Dobskiego 3 jachty prowadziły cały wyścig: "Misja" Wojtka Chodkowskiego, Bolero Andrzeja Nasalskiego i "Błękitny Wiatr" z Michałem Nischkiem za sterem. Z kilkusetmetrową stratą majestatycznie sunęło Bingo 930 Wielkiego Mistrza Mariana Bełbota a potem nie było nic przez 1-1,5 km i dopiero reszta.
W gasnących podmuchach wiatru "Misji" udało się oderwać od konkurentów i jako pierwsza okrążyła znak przy Dębowej Górce. Gdy mijała pełnym wiatrem (określenie to, jak wiemy, określa kierunek wiatru a nie jego siłę) miała już ponad 2 km przewagi nad Bolero, które dopiero okrążyło znak przy Dębowej Górce. Mijały kolejne minuty, jachty prawie stały w miejscu, zwolna przesuwając się w kierunku Sztynortu.
I tak w ogniu tej jakże zażartej walki "Misja" nie trafiła początkowo w metę i zwolna, choć wytrwale dążyła do Sztynortu. Zaczęło trochę wiać, toń jeziora pokryła drobna lecz wyraĽna fala i jachty zaczęły nagle rwać do przodu (nawet z przechyłami) nie biorąc przykładu z prowadzącej "Misji" lecz prosto w kierunku mety.
Bolero mogło nawet ten wyścig wygrać płynąc baksztagiem, jednak Wojtek w ostatniej chwili zlokalizował metę i zaczął ku niej wracać, choć jakby z innej strony - bajdewindem.
Przy dobrej "trójce" oba jachty walczyły do ostatniego metra o zwycięstwo. W końcu "Misja" po dramatycznym finiszu, po ponad 4 godzinnej walce, przecięła linię mety o pół metra przed Bolero! Po 2 minutach jako 3-ci metę osiągnął "Błękitny Wiatr" - brawo Michał, a Marian Bełbot "Bingo 930" - kolejne 7 minut póĽniej.
Potem przez ponad kwadrans Komisja czekała na następne jachty, które mocno się rozciągnęły. Ale jak zaczęło wiać to nawet większości udało się w najbliższych godzinach skończyć.
Były wywiady, telewizja, puchary (2 puchary dla Tang!), medale, Sztynort okazał się bardzo gościnny.
Regaty o Puchar Prezesa WOZŻ, 27-28 czerwca 2009
Podczas tych regat pogoda zmieniała się diametralnie. W sobotę rozpoczynaliśmy przy dokuczliwej mżawce, a kończyliśmy w niedzielę w upalnym letnim słońcu. Na starcie tych regat stanęły 54 jachty w 10 klasach. Najliczniejsze były Micro-cruisery - 9 jachtów i Tanga - 8 jachtów. Program regat przewidywał 7 wyścigów: 4 w sobotę i 3 w niedzielę. Wiatr 2-3°B, w niedzielę w ostatnim wyścigu osiągający siłę mocnej "czwórki", stwarzał znakomite warunki do żeglowania. Pogoda stale się poprawiała. W takich warunkach bogaty harmonogram wyścigów został przez Komisję Regatową pod przewodnictwem SG Krzysztofa Kowalskiego w pełni zrealizowany.
Pierwszy wyścig wygrała Misja przed Soulem i Follow Me. Drugi wyścig zakończył się zwycięstwem Follow Me przed Rozwianym Dymem i Misją. W wyścigu tym Michał Wójcik na Szalonym Cieniu, podczas okrążania znaku baksztagowego miał bliskie spotkanie z Cardinalem z klasy T2, próbował ominąć rufę jachtu, który nagle zmienił hals zajeżdżając mu drogę, ale nie do końca mu się to udało. Ze spotkania Cień wyszedł z dużą rysą na dziobie, a Storm22 Cardinal miał kosz rufowy lewej burty bardziej poziomy niż pionowy. Kolejne dwa wyścigi: III i IV, wygrała Misja przed Follow Me i Rozwianym Dymem. O dużym pechu może mówić Radek - w IV wyścigu Soul złapał taką ilość wodorostów na miecz, że skończył dopiero na 7 pozycji. Tak więc po 4 wyścigach sobotnich prowadzenie objęła Misja - 1, 3, 1, 1, przed Follow Me - 3, 1, 2, 2 i Rozwianym Dymem - 4, 2, 3, 3.
Popołudniową atrakcją tych regat był koncert szantowy - Dominika Żukowska, Andrzej Koryncki i Jerzy Porębski. Szkoda tylko, że ich występ odbył się tak wcześnie, że skończył się zanim żeglarze spłynęli do portu i sklarowali jachty.
Trójkątne trasy dla klasy Tango, zwłaszcza w niedzielę, nie były łatwe do pokonania na spinakerach - zbyt ostre kursy półwiatrowo-baksztagowe wielu załogom stwarzały problemy z opanowaniem spinakera, lub też w ogóle nie można go było stawiać. Część startujących klas miała trasy góra-dół, ale my żeglowaliśmy po trójkątach.
W niedzielę V wyścig wygrał Follow Me, przed Rozwianym Dymem i Misją. Wyścig VI wygrał Dym, przed Misją i Soulem. Jednak dopiero wyścig VII miał zdecydować o I miejscu w regatach - Misja czy Follow Me. Wyścig ten przy dość mocno rozwiewającym się wietrze (wiała już mocna czwórka) wygrał Radek na Soulu, a Janek na Uśpionym Gromie musiał wyławiać załogantkę Basię - swoją dziewczynę, która niechcący opuściła jacht.
Ostatecznie regaty wygrała załoga Piotra Groszyka na Misji, przed Szymonem na Follow Me - oba jachty po 11 pkt, decydowała ilość lepszych pierwszych miejsc w wyścigach - bardzo ładny prezent zrobił sobie Piotr na imieniny, które obchodzi 29 czerwca - życzymy dalszych wielu sukcesów! Trzeci był Rozwiany Dym. Misja wygrała w tych regatach 3 wyścigi, Follow Me - 2, Dym i Soul po 1 wyścigu.
wiat się kończy, tego już dawno nie było! Soul - czwarty, Radka nie ma na pudle. Już sobie wyobrażam jak on przygotuje ten jacht na rundę jesienną. No i po drodze - Mistrzostwa Polski w Giżycku - bardzo ciekawe..
Na Błękitnym Wietrze, po skończonej sesji, pojawiła się w końcu Jola, która mając oparcie taktyczne w załodze - Robert i Kuba, dzięki ich dobrym radom i właściwej taktyce zajęła 5 miejsce. Rafał na Haze, zwycięzca regat o Puchar Klasy Tango sprzed 2 tygodni, wolałby chyba mocniejsze wiatry i większego spinakera. A poza tym myśli już o przyszłym sezonie, kiedy skończy budować swój nowy jacht i zacznie na nim pływać. Dość odległe miejsce 6 w tych regatach na pewno go nie satysfakcjonuje. Janek na Uśpionym Gromie zajął miejsce 7, choć gdyby nie ten ostatni wyścig, w którym musiał wyławiać najważniejszą dla niego wśród całej załogi osobę , mogłoby być inaczej. Za to poszczęściło mu się w losowaniu - wygrał główną nagrodę - super regatowy zegarek firmy NAUTICA. Michał na Szalonym Cieniu zajął 8 miejsce. W pierwszym dniu regat na pewno był mocno zestresowany kolizją ze Stormem, ale w ostatnim wyścigu przy silnym wietrze popłynął odważniej pozostawiając w tyle Uśpionego Groma, a nawet Haze.
Skończyła się wiosenna runda Grand Prix Warszawy. Było naprawdę interesująco. Kolejne 4 imprezy wygrywali:
Jacek na Rozwianym Dymie - Puchar Toyoty
Rafał na Haze - Puchar Klasy Tango
Radek na Soul - Regaty więtojańskie
Piotr na Misji - Puchar Prezesa WOZŻ
Tymczasem w rankingu po 4 imprezach zdecydowanie prowadzi nasz prezes Szymon na Follow Me, który co prawda nie wygrał żadnych regat, ale dużo punktów zdobył drugimi miejscami.
Do jesieni! Będzie ciekawie!
Regaty więtojańskie, 20-21 czerwca 2009
Były to najintensywniejsze regaty, jakie dotychczas odbywały się w klasie Tango. Pierwszy wyścig planowany był na godz. 12.15, ale zgodnie z naszą prośbą Sędzia Główny - Igor Rubinkowski, zmienił harmonogram startów i I wyścig rozpoczął się o godz. 11.00.
Zamieszanie na boji rozpoczynającej ostatnią prostą do mety (1 hals) - jacht klasy T majestatycznie okrążający znak, stanowił tak skuteczną zaporę dla prowadzącej dwójki: "Follow Me" i "Soul", że "Rozwiany Dym" ze straty 3 długości przed znakiem, po okrążeniu znaku wysunął się szczęśliwie jako jacht prowadzący i z trudem ale utrzymał to miejsce na mecie. Różnica nad drugim "Follow Me" - ok. 30 cm! Trzeci był "Soul" przed "Misją" i te cztery jachty toczyły zaciekłą walkę w każdym wyścigu.
II wyścig w znakomitym stylu wygrał "Soul" przed "Follow Me" i "Misją", "Rozwiany Dym" był 4-ty daleko z tyłu. I na tych dwóch wyścigach klasa Tango zakończyła występy sobotnie, co było uzgodnione z organizatorem i Komisją Sędziowską, dla innych klas odbył się jeszcze III wyścig. Natomiast jachty klasy Tango w szybkim tempie kładły maszty i szykowały się do wejścia w kanał. Ok. godz. 13.30 po rozdzieleniu resztek paliwa pomiędzy wszystkich potrzebujących, weszliśmy w kanał (w dosłownym i przenośnym tego słowa znaczeniu). Kanał liczy raptem 17 km, ale uwzględniając przeszkody w postaci pływającej skoszonej trzciny co wymagało wielokrotnego zrzucania wodorostów ze śrub, płetw i mieczy oraz czasu poświęconego na śluzowanie i potem jeszcze powolna jazda pod prąd Wisły w rejon Zamku Królewskiego na naszych lekkich, "regatowych" silnikach - w efekcie dotarliśmy na miejsce "Wianków na Wiśle" co było naszym miejscem docelowym ok. godz. 17.30.
Postawienie masztów, żagli i wypłynięcie na nurt Wisły zajęło nam 10 do 40min. w zależności od sprawności załogi. I tak przy sprzyjającym wietrze w górę rzeki flota 7 Tang: "Haze", "Soul", "Misja", "Follow Me", "Błękitny Wiatr", "Uśpiony Grom" i "Rozwiany Dym", ujmując sprawę historycznie po raz pierwszy żeglowała po Wiśle - halsując w dół rzeki i wracając pod prąd z wiatrem pod spinakerami. Nasze manewry przyciągnęły na nabrzeże Wisły spory tłum, mimo, że nasza " Akcja Wisła" mimo usiłowań (pismo do Pani Prezydent m.st. Warszawy o patronat oraz nawiązanie wstępnych rozmów z mediami) nie przyniosły formalnych efektów (zbyt póĽno rozpoczęliśmy nasze działania, tryb urzędniczy wymaga znacznie więcej czasu). Gra była warta świeczki - pokazaliśmy żeglujące na Wiśle jachty w centrum stolicy i widziało to naprawdę wiele osób, było sporo zdjęć i jakaś telewizja. A więc było extra!
Horror zaczął się potem, no może nie całkiem horror ale zwyczajna żeglarska rzeczywistość. Przepłacona śluza(bo za część jachtów, które już zapłaciły ostatni zapłacił jeszcze raz), brak paliwa na większości jachtów, przebijanie się przez Kanał Królewski (zwany też Żerańskim) niczym przez gęstą łąkę - na paruset metrach długości kanału, było chyba więcej trawy niż wody. Poza tym piękna czerwcowa noc - z temperaturą około 10°C - i przejmująca wilgoć - rosa na pokładzie. Jachty szły na swoich silnikach i stawały tam, gdzie im zabrakło paliwa, a następne, które jeszcze coś miały w baku, brały je kolejno na hol. I "już" parę minut po godzinie 23 pierwsze jachty odbiły się, jak na gumie, od łańcucha zamykającego baseny portowe Wodnika. Ale po paru minutach przyszedł bosman i opuścił łańcuch. Można się było dostać do portu. Ostatnie jachty przypłynęły około godziny 01. Uprzedzona pani Gienia trzymała otwarty bufet "do ostatniego klienta" i zamknęła dopiero jak ostatni nocni uczestnicy "Akcji Wisła" odebrali swoje zamówienia. Tyle o naszym uczestnictwie w uroczystościach "Wianków na Wiśle".
W niedzielę znowu przestawiliśmy się na regaty. Odbyły się dwa wyścigi - jeden krótki (kolejność: "Soul", "Follow Me" i coraz lepiej żeglująca "Misja"). A potem wyścig długodystansowy - na wiatr (ale prawie jednym halsem do Ryni, przez strefę mielizn; większość miała chwilowy kontakt z najbliższym lądem (w pionie, niektórzy po kilka razy), potem z wiatrem na spinakerach - wiało około 2°B, może czasem słaba "trójka". Najbardziej ekscytujący był finisz - meta, tradycyjnie w kanale, na trawersie baru. 30 m przed metą kolejność była następująca: "Rozwiany Dym", "Soul", "Misja", "Follow Me". Jachty żeglowały w bardzo niewielkich odległościach od siebie. W samym kanale wiatr wieje trochę inaczej - podmuchy i odbicia zawsze wprowadzają dla załóg duży element zaskoczenia. "Soul" pierwszy przeszedł na prawy hals i zaczął się bronić przed atakującą go "Misją", która też musiała zmienić hals na prawy, ale nie ustąpiła wystarczająco i "Soul" zaprotestował. W tym samym czasie "Rozwiany Dym" uciekając przed "Misją" (odległość między jachtami 4-6 m) najpierw ostrzył "Follow Me", a potem odpadł, zanim "Follow Me" zażądał miejsca przy przeszkodzie (mielizna). Na metę wpadły 4 jachty w minimalnych odległościach od siebie. Ten emocjonujący wyścig wygrał "Follow Me", przed Misją", "Rozwianym Dymem" i "Soulem", choć potem po rozpatrzeniu protestu "Misja" dostała DSQ. W chwilę potem w równie pasjonującej końcówce kończyły następne 4 Tanga - "Błękitny Wiatr", "Szalony Cień", "Haze" i "Uśpiony Grom". Widowiskowość tych finiszów jest charakterystyczna dla długodystansowego wyścigu w Wodniku, ale tym razem dramaturgia spektaklu była szczególnie emocjonująca zarówno dla uczestników, jak i dla zebranych na brzegu widzów. Regaty zakończyły się zwycięstwem Radka na "Soulu" (5 pkt), przed Szymkiem na "Follow Me"(5 pkt) i załogą "Rozwianego Dymu" (7 pkt). Czwarta - "Misja" (9 pkt) zaczyna być naprawdę groĽna. Te 4 jachty w tym sezonie żeglują bardzo szybko i w większości regat chyba będą miedzy sobą rozdawać najbardziej punktowane pozycje. Kolejne miejsca zajęli: Arek na "Błękitnym Wietrze", Janek na "Uśpionym Gromie", Rafał na "Hazie" i odważnie debiutujący Michał Wójcik na "Szalonym Cieniu".
Pierwsze Regaty na Wiśle, 20 czerwca 2009
W sobotę 20 czerwca około godziny 16 pomiędzy mostem ląsko-Dąbrowskim a Gdańskim rozegrane zostaną pokazowe regaty jachtów typu Tango 730.
II Regaty o Puchar Klasy Tango, 13-14 czerwca 2009
Druga edycja regat o Puchar Klasy Tango zgromadziła na starcie 20 załóg: w T1 - 2 jachty, W Omega i Sympathy - po 3 jachty, T2 - 4 jachty oraz 8 jachtów w klasie Tango.
Według tradycji zwycięzcy ubiegłorocznego Grand Prix nie biorą udziału w tych regatach dając szansę innym, a sami stanowią Komisję Regatową i Obsługę Techniczną Regat. Na zalewanym przez deszcz i fale pokładzie statku KR typu "tramwaj" Komisja Regatowa w składzie: Mira i Jacek Paluszkiewicz toczyli nierówną walkę z żywiołem, zajmując się w międzyczasie przeprowadzaniem wyścigów. Po ustawieniu trasy Komisję wspomagała Obsługa Techniczna - Radek. Najwięcej te regaty kosztowały Radka, któremu utopił się najpierw korek od silnika motorówki w pierwszym dniu regat, a w drugim odwiązała się kotwica boi nr 3 i niestety lina była niepływająca - w efekcie dno Zalewu Zegrzyńskiego, i tak bogate w żelazo (w końcu wiele różnych okuć, kotwic i nawet silników tu leży), zostało wzbogacone. Jeśli dołoży się do tego 9 otworów wentylacyjnych w spinakerze "Soula", którego sprytna załoga postanowiła wysuszyć wieszając żagiel po prostu na płocie (przy sile wiatru 5°B), to uznać należy, że Radek był tym, który w regatach o Puchar Klasy Tango zapłacił najwyższe wpisowe... nie zapisując się do regat. W sobotę wiało 3-4°B i prawie cały czas padał deszcz, jednak wśród załóg entuzjazm był tak duży, że prawie wszyscy, nie zważając na dokuczliwy opad, ochoczo stanęli na starcie do I wyścigu. Trasa 2 x góra-dół z dolnym znakiem powyżej linii startu i meta na pełnym, były ciekawą innowacją, ale dziś właśnie regaty często się tak odbywają. Pierwszy wyścig zgodnie z oczekiwaniami wygrał Szyman na "Follow Me", przed Arkiem Majem - tym razem na "Rozwianym Dymie". Trzeci był Rafał Iwanicki na "Haze", a czwarty Kuba Wieczyński na "Błękitnym Wietrze". 5-ta "Misja" - Piotr Groszyk - jako jedyna stawiała spinakera. II wyścig po bardzo dobrym starcie wygrał "Haze" przed "Follow Me" i "Rozwianym Dymem", czwarty był Rozmus na "Soulu" przed - znowu 5-tą - "Misją".
Sędzia Główny po 2 wyścigach sobotnich uznał, że zarówno zawodnicy, jak i Komisja Regatowa mają stanowczo dość wody, zarówno z góry jak i z dołu i wyścig III został odroczony na niedzielę.
Niedziela przywitała nas pogodą raczej zniechęcającą do żeglowania - prawie do 1000 jeszcze mżyło. Potem deszcz udało się wyłączyć i o godz. 11 ruszył III wyścig. Wiała mocna "czwórka", czasem zahaczając o "piątkę". W tym wyścigu, można powiedzieć, spełniona została "Misja" - wygrała w pięknym stylu (uwaga, ten jacht może być groĽny!). drugie miejsce zajął "Haze", a "Follow Me" jako jedyny żeglujący na spinakerze, na ostatnich kilkudziesięciu metrach minął "Rozwiany Dym" uzyskując 3 miejsce. Przed startem do IV wyścigu większość jachtów postanowiła się refować lub zmieniać żagle na mniejsze, nie wszyscy zdążyli, część zwiała do portu i to też był niezły pomysł, bo wiało już 30-34 km/h - czyli mocna "piątka". Z 8 Tang tylko 3 zostały na trasie. W wyścigu tym uczestniczyło zaledwie 12 jachtów ze wszystkich klas, 8 jachtów wycofało się lub miało awarie - na szczęście dużych strat w ludziach i sprzęcie nie było: potopione listwy od żagli, jeden grot rozpruty wzdłuż listwy, 1 urwane szoty i kilka innych drobiazgów (Komisja Regatowa nie zna bliższych szczegółów). Wyścig ten wygrał Rafał na "Haze", wygrywając tym samym całe regaty. 2 miejsce zajął Kuba na "Błękitnym Wietrze", a 3-ci dopłynął Jaś na "Uśpionym Gromie", choć to go kosztowało podartego grota. Komisja Regatowa uznała, że w tych trudnych warunkach nie ma sensu rozgrywać V wyścigu i na tym zakończyła regaty.
Zakończenie odbyło się już w ciepłej, słonecznej pogodzie (choć siła wiatru utrzymywała się na tym samym poziomie). Było podium i był Andrzej Skrzat - konstruktor 2 klas w tych regatach: Tanga i Sympathy (a trzeba powiedzieć, że w klasach T1 i T2 pływały również jachty jego konstrukcji - Sasanki i Sportina 680), który w krótkich słowach podsumował regaty. Wraz z przedstawicielami Portu Jachtowego Nieporęt wręczał puchary. Podkreślić należy, że Andrzej Skrzat ufundował puchary dla najmłodszego (w tym roku był nim Jaś Domański) i najstarszego sternika - najstarszym okazał się Andrzej Zabierzowski, jeszcze kilka lat temu nie do pokonania na Tangu "Zet", teraz po paru latach przerwy wraca do startów w regatach - zawodnik o bardzo dużej wiedzy i doświadczeniu (niektórzy mówili o nim "profesor"), jak wszystko sobie dobrze przypomni, może być bardzo groĽny nawet dla najlepszych.
Regaty o Puchar Auto Podlasie
W dniach 6-7 czerwca w Jachrance odbyły się pierwsze regaty wiosennej części cyklu Grand Prix Warszawy. Startowało zaledwie 18 załóg. Można powiedzieć, że Tango było klasą wiodącą - 7 jachtów. W sobotę odbyło się 5 wyścigów przy wietrze 1-2°B. Czasem wiatr osiągał siłę słabej trójki. Wśród konkurencji pojawił się nowy jacht - "Misja" Wojtka Chodkowskiego, prowadzony przez doświadczonego sternika Piotra Groszyka. Wśród załóg zabrakło niektórych zawodników z ubiegłego sezonu: Jarek Wąsowski nie zwodował jachtu, podobnie jak bracia "Oho" Szewczykowie, Rafał Iwanicki ze względu na jakieś poważne egzaminy nie był obecny, a Paweł Nawrocki miał jeszcze inne powody - wieczór kawalerski (na którym zresztą skręcił nogę) - 20-tego zmienia stan cywilny. Pojawił się natomiast nowy "stary" zawodnik - Andrzej "Zet" Zabierzowski którego 4-ro osobowa załoga startująca na "Szalonym Cieniu" w sumie liczyła ponad 220 lat.
5 wyścigów, które odbywały się na trasie 2 x góra-dół były kolorowym widowiskiem ze względu na spinakery, wśród których dostojeństwem wyróżniał się spinaker "Misji" z napisem "Jan Paweł II" patronującym ambitnej załodze.
Krótkie trasy i bardzo kontaktowa walka, zwłaszcza na kursach z wiatrem i przy dolnym znaku, dawały wiele emocji załogom dopiero wchodzącym do sezonu. Zdarzały się błędy, zwłaszcza przy zmianie spinakera, następowały spore przetasowania nawet przed samą metą.
Pierwszy i ostatni wyścig wygrał Jacek "Rozwiany Dym". Po jednym wyścigu wygrali: Arek "Błękitny Wiatr", Radek "Soul" i nasz kochany Pan Prezes Szymon "Follow Me". Szymon będzie bardzo groĽny w tym roku - ma nowe żagle od Zbyszka Kani. GroĽna może być "Misja" (takie same żagle!), jak się pozbędzie 200kg wyjmowanego balastu, zwiększy liczebność załogi iż trochę potrenuje.
W niedzielę po deszczowej nocy wiatr wiał do 5°B i miało się rozwiewać. Sternicy klasy Tango po dyskusji postanowili nie startować w 2 wyścigach niedzielnych, w trosce o sprzęt i w obawie przed awarią na samym początku sezonu. Na jesieni, pod koniec sezonu można pływać trochę ostrzej, zwłaszcza, że wszyscy są już wtedy dobrze opływani. Decyzja klasy została podana Komisji Regatowej, która przyjęła ją do wiadomości i nie przeprowadziła procedury startowej dla Tang. Pozostałe klasy rozegrały 2 wyścigi w ciężkich warunkach, ale w końcu więcej niż 5°B w porywach nie wiało.
Regaty zakończyły się minimalnym zwycięstwem "Rozwianego Dymu" - 7 pkt, przed "Follow Me" i "Soulem" - oba po 8 pkt, co świadczy o wyjątkowo ostrej rywalizacji tych trzech jachtów i ich załóg. "Błękitny Wiatr" mimo wygrania jednego wyścigu musiał zadowolić się 4 miejscem. Debiutująca "Misja" zajęła miejsce 5 przed załogą weteranów Zeta na "Szalonym Cieniu". Jaś Domański, któremu cztery pierwsze wyścigi z pięciu zajęło ustawianie jachtu, skończył na 7 pozycji, licząc, że poprawi ją w wyścigach niedzielnych, ale skoro ich nie było, miejsca pozostały niezmienione po pierwszym dniu regat.
VII Regaty o Puchar Babiego Lata
Ostatnie regaty tegorocznego cyklu GRAND PRIX odbyły się w PORCIE JACHTOWYM NIEPORĘT 04-05 paĄdziernika. Komisja Regatowa: SG Ewa Jankowska oraz Igor Rubinkowski przewidziała 3 wyścigi sobotę i 2 w niedzielę.
W sobotę udało się przeprowadzić 2 wyścigi - 1 na pełnej trasie 2 trójkąty, 2-gi skrócony został do 1 trójkąta. Potem już nie chciało wiać.
Tym razem Tanga były w pełnym komplecie 9 jachtów - bo w końcu "Morelowy pies" powrócił.
W niedzielę wiało bardziej zdecydowanie - nawet do 3 B, poza tym po pochmurnej sobocie, w niedzielę o wodzie i jachtom pełnych barw. Widok flotylli Tang pod spinakerami był naprawdę wspaniały, widać to było w spojrzeniach innych zawodników i słychać w komentarzach po regatach. Dodatkowym uatrakcyjnieniem regat był start 6 Latających Holendrów w jednej grupie z Tangami.
Na trasie działy się ciekawe rzeczy, o czym świadczą wyniki. Radek na Soul'u (zwycięzca regat) wygrał 2 wyścigi, ale zdarzyły mu się miejsca 4 i 7. Po jednym wyścigu wygrywali: Jola na Dymie, Prezes na Follow i Arek na Wietrze. Pecha miał Rafał na Haze, który płynąc na wysokiej 2÷3 pozycji w ciasnocie przy górnym znaku dał się złapać i po wykonaniu 2 obrotów kary okazało się, że jest daleko za wszystkimi. Tak blisko siebie jachty pływały!
Elementem zaskoczenia była decyzja KR o przeprowadzeniu 3 wyścigu w niedzielę ( mimo, że w instrukcji przewidziane były tylko 2). Większość Tang spłynęła już do portu po ukończeniu wyścigu, niektóre nawet zdążyły już pochować żagle. Motorówka krążąca po porcie i przekonująca zawodników, że trzeba jeszcze popłynąć na kolejny wyścig wywoływała zdziwienie i niedowierzanie, a jednak tak było. Szkoda, że informacji o zaskakujących planach KR nie podano przy przekraczaniu linii mety. Powinna być postawiona flaga L ( "zbliż się na odległość głosu") i wtedy podana informacja. Podobno jednak takiej flagi komisja nie miała "w zestawie". Gdyby nie były to ostatnie regaty w sezonie, gdy klasyfikacja GRAND PRIX jest już w zasadzie ustalona oraz gdyby nie było presji czasowej, że trzeba szybko wyciągać jachty na przyczepy, wtedy jachty pozostające w porcie złożyłyby prośby o zadośćuczynienie. Jedyną słuszną decyzją byłoby przerwanie (czytaj "unieważnienie") 5 wyścigu w klasie Tango. W wyścigu "niespodziance" wystartowały 4 jachty a 5 nie, co wpłynęło na pewne przesunięcia w ostatecznej klasyfikacji regat nawet o 3 pozycje.
Szkoda, że Komisja Regatowa podeszła tak "nieprofesjonalnie", co w pewnym stopniu obniżyło ocenę poziomu sportowego regat. Miejmy nadzieję, że podobne błędy nie będą miały miejsca w przyszłości.
VII Regaty o Puchar Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego
Tym razem pogoda dopisała. Co prawda gęsta mgła mogła utrudnić trochę znalezienie portu WAT jachtom zdążającym na regaty, ale wkrótce niebo zrobiło się klarowne i przeprowadzono oczekiwane wyścigi. W sobotę 27.09 rozegrano ich 3, przy wietrze 2-3°B, w niedzielę 28.09 - 2 wyścigi, przy wietrze 3-4°B. Wszystkie na trasie trójkąt - śledĄ.
Tym razem również żeglowaliśmy na spinakerach. Rywalizacja była bardzo wyrównana, może poza SOULEM Radka, który wygrał 3 z 5ciu wyścigów. W jednym z pozostałych wygrał ROZWIANY DYM - Jacek, w innym HAZE - Rafał. Paweł na UPIONYM GROMIE był 2 razy drugi, ale równiej poszło Jarkowi na OGNISTYM PODMUCHU, który zajmując miejsce 3 w 4ech, ostatecznie utrzymał 3 miejsce przed GROMEM. Może nie najskuteczniej, ale na pewno najefektowniej żeglował Prezes na FOLLOW ME. Na spinakerze, przy wietrze osiągającym w porywach siłę 5°B spinaker podjechał mu do góry i dłuższą chwilę Tango płynęło bokiem z dolnym likiem spinakera powyżej salingów. Szkoda, że nie udało nam się znaleĄć aparatu na tyle szybko, aby uwiecznić tę wspaniałą, ale jakże dramatyczną scenę. Dzielnej załodze udało się w końcu opanować "narowisty" żagiel, ale kosztowało to sporą stratę dystansu.
O wyrównanej walce między Tangami świadczy fakt, że do ostatnich metrów na samej mecie można było wywalczyć lub stracić miejsce, a czasem nawet dwa. I to w prawie każdym wyścigu. Dodatkowym utrudnieniem była duża ilość Skipi 650 - 20 jachtów, które miały górny i dolny znak wspólny z innymi klasami (zazwyczaj dostają inną trasę). Przy tej ilości jachtów i przy silnym wietrze w niedzielę okrążenie znaku - zwłaszcza górnego - wymagało od załóg znakomitego refleksu, zimnej krwi i dobrego zgrania, bo manewry często odbywały się "na styk" przy sporej prędkości. Tym razemTanga przeżyły regaty bezawaryjnie.
Regaty o Błękitną Wstęgę YKP
Regaty odbyły się w Jadwisinie 20 i 21 września 2008. Deszczowe chmury, wilgoć i chłód skutecznie odstraszyły większość amatorów regat. W całych regatach pojawiło się zaledwie 21 załóg - sami najwytrwalsi. Klasa Tango - 7 jachtów stanowiło więc 1/3 załóg w całych regatach.
W sobotę SG Igor Rubinkowski przeprowadził 3 wyścigi. Wiatr tężał z wyścigu na wyścig. Mimo że planowaliśmy te regaty rozgrywać na spinakerach, w sobotę nikt nawet nie myślał o stawianiu (tzn. w porcie może i tak, ale na trasie to lepiej było pozbierać niepotrzebne brasy i dobrze schować, żeby się nie plątały). Pierwszy wyścig wygrał Radek (SOUL), który wyszedł na prowadzenie przy ostatnim dolnym znaku i potem spokojnie kontrolował przeciwnika. Ale pech dopadł go i tym razem. Awaria foka i konieczność jego wymiany z innym jachtem sprawiły, że nie zdążył na drugi wyścig, który komisja puściła dość szybko. Po zmianie żagli na mniejsze drugi wyścig wygrał ROZWIANY DYM - Jacek, przed HAZE - Rafał. Cały czas rozwiewało się. Przed startem do 3 wyścigu SOUL wypłynął z portu na pożyczonym foku, ale po kilkunastu minutach powrócił, gdy cęgi masztu zaczęły się wyrywać z pokładu. Wiatr potrafił uderzyć z 3° B nawet do 7° B, ze zmianą kierunku do 30°. Mateusz na FOLLOW ME zrezygnował z 3 wyścigu widząc, że rozdarł mu się fok. ROZWIANY DYM pozostał również w porcie, obawiając się czy osprzęt wytrzyma. Tylko 4 tanga z 7 startujących brały udział w tym wyścigu. O sile wiatru może świadczyć fakt, że na Saturnie 750 AGATA 8, naszego przyjaciela Huberta Cieślaka, w kursie pełnym przy nagłym podmuchu pogiął się bom. Hubert próbował go prostować, ale uszkodzenie było tak silne, że dopiero przynitowanie ponad półmetrowej rurki wewnątrz i solidnego kształtownika wewnątrz pozwoliło mu na udział w niedzielnym wyścigu.
W niedzielę wiała spokojna "trójeczka" i choć w miedzy czasie trochę padało nie było przynajmniej "walki o życie". Wyścig niedzielny ze wspólnego startu "O Błękitną Wstęgę", czyli o najszybszy jacht, toczył się praktycznie pomiędzy Saturnem Huberta i Tangami HAZE i ROZWIANY DYM. Na pierwszym górnym znaku prowadzenie objął Saturn, ale oba Tanga nie miały zamiaru rezygnować. Rafał na HAZE testował większego, radkowego grota i na początku to HAZE przyjął na siebie rolę tego, kto ma straszyć Huberta. ROZWIANY DYM dopiero po 2/3 kursu pełnego postawił w końcu spinakera i zaczął dość szybko odrabiać stracony dystans. Zmusiło to Rafała również do postawienia spinakera, ale w wyniku tego zamieszania chyba zapodziała mu się gdzieś dolna boja, bo popłynął jakieś dobre 200m w bok. Tym samym już od dolnego znaku rolę "ścigacza" Huberta przejął ROZWIANY DYM. Dzięki czujnej halsówce DYM odrobił do AGATY sporo dystansu i na górnym znaku oba jachty dzieliło około 80m. tym razem spinaker postawiony został szybko i już w połowie kursu pełnego oba jachty płynęły w kryciu. Ale wygrać z tej klasy zawodnikiem jak Hubert łatwo nie jest. Poczekał na trochę więcej wiatru, zaatakował na prawym halsie (DYM był na lewym i nawet gdyby zrobił zwrot byłby nawietrzny), z uśmiechem krzyknął: "Berek!" i było po zawodach. DYM przyjął karę, natychmiast zrzucił spinakera, zrobił dwa karne obroty, dojechał do dolnego znaku podnosząc pół miecza (ze spinakerem nie podnosi) i ruszył w pogoń za AGAT. W połowie halsówki, gdy Hubert był już bardzo daleko (cały czas się oddalając), załoga DYMU przypomniała sobie w końcu, że na halsówce to lepiej idzie jak miecz się całkiem opuści...
Błękitną Wstęgę wygrał Hubert na Saturnie, a potem przychodziły same Tanga.
Puchar Marszałka Województwa Mazowieckiego
Regaty odbyły się tydzień po Mistrzostwach Warszawy w dniach 13-14 września 2008. W porównaniu z poprzednią imprezą temperatura spadła przez tydzień o 15 stopni: rano 8-9° C, po południu 12° i pełne zachmurzenie nie zachęcały do kąpieli. Choć chętnych nie brakowało - załogantka Jarka Wąsowskiego samowolnie opuściła jacht, tak że sternik nawet tego nie zauważył. Amatorkę kąpieli wyłowił inny jacht i dopiero z niego, po dłuższej pogoni, odebrał ją Ognisty Podmuch. Sędzia miał ochotę zdyskwalifikować Jarka z przepisu 47 ale poprzestał na pouczeniu.
Regaty przeprowadzone były w bardzo profesjonalny sposób przez zespół sędziowski: SG Marek Gałaj i Anna Gałaj. W sobotę zostały rozegrane 3 wyścigi po trasie "góra-dół" przy wietrze 3° B porywach do 4° B, w niedzielę dwa wyścigi przy sile wiatru o jeden stopień mniejszej. Zawodnikom szczególnie podobało się sprawne przeprowadzenie wyścigów - minimum czasu oczekiwania między startami, maksimum żeglowania. Dodatkową atrakcją był start w naszych regatach klasy 505 (6 jachtów) oraz Latającego Holendra.
Regaty przebiegały całkiem nieoczekiwanie. Trochę inny wiatr niż zazwyczaj spowodował, że w każdym wyścigu następowały duże przetasowania stawki, nawet o dwa miejsca na krótkim odcinku od ostatniego dolnego znaku do mety. W całych regatach dwa wyścigi wygrał Prezes Szymon "FOLLOW ME", po jednym wyścigu wygrywali Rafał "HAZE", Jacek "ROZWIANY DYM", Mateusz "UPIONY GROM". Pecha miał Radek, który w przedostatnim wyścigu miał awarię łącznika bomu z masztem, ale jakoś dociągnął na drugim miejscu, jednak wolał nie startować w ostatnim.
Dzięki przewadze wypracowanej w pierwszym dniu regaty wygrał Szymon "FOLLOW ME", mimo że w niedzielę zajął miejsca 6 i 5. Rafał na "HAZE" zajął 2 miejsce, przegrywając o 1 punkt z Szymkiem. O wyrównanej rywalizacji świadczy fakt, że "ROZWIANY DYM" zajął miejsce 3 z tą samą ilością punktów co "HAZE". "SOUL" Radka przez awarię stracił miejsce na pudle, choć po sobotnich wyścigach czterech pierwszych zawodników miało jeszcze szanse na pierwsze miejsce.
Klasa Tango była znów klasą najliczniejszą w regatach - 7 jachtów, choć mogło być osiem, ale jeden jacht proszony o zasilenie klasy T3 przystał na tę propozycję i zdobył puchar za 3 miejsce w tej klasie.
Mistrzostwa Warszawy Jachtów Kabinowych
Regaty zaplanowane w dniach 6-7 Września 2008 odbyły się w zasadzie tylko w sobotę. Rozegrano 3 wyścigi przy upalnej temperaturze ~30 stopni i wietrze ok. 2 B. Po raz pierwszy w klasie Tango można było używać spinakery. Jednak sędzia Igor Rubinkowski ustawił nam trasę trójkątną, tak więc żegluga na spinakerze przy półwietrze była dość męcząca i niektórzy rezygnowali z tego "przywileju". Szkoda że nie było trasy "góra-dół" - wtedy na dłuższym odcinku i przy pełnych baksztagach spinakery były by dobrze wykorzystywane i można było by bezstresowo poćwiczyć zwroty ze spinakerem. Szkoda, bo warunki były optymalne do wstępnego zapoznania się z kolorowymi żaglami w warunkach regat.
W drugim dniu regat komisja wyrwała nas o godzinie 9:30 z portu, po to żeby potem 2 godziny czekać na wiatr. W końcu około godziny 12:00 wróciliśmy do portu bez żadnego startu. Nawet nie było próby ustawiania trasy. I jak to zwykle bywa gdy komisja spływa do portu wtedy (zwykle po kwadransie) pojawia się wiatr. Tym razem również tak było, w ciągu godziny wiatr rozwiał się do mocnej trójki. Wielu zawodników żałowało że jednak w niedzielę nie odbył się żaden wyścig. Jak prawie zawsze w tym sezonie byliśmy najliczniejszą (8 jachtów) klasą...